Strona 34 z 35 PierwszyPierwszy ... 24 27 28 29 30 31 32 33 34 35 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 331 do 340 z 347

Wątek: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

  1. #331
    Bieszczadnik
    Na forum od
    05.2012
    Postów
    833

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    "O.Hnatiuk...tylko Vincenz mógł nazwać te przymusowe spotkania "dialogiem".
    Jego szlachetność oczywiście była postrzegana przez drugą stronę jako słabość. Jednak to on wygrał , a nie oni..."

    Jest to jeden z bardzo licznych komentarzy ukraińskich intelektualistów i polityków, a są one utrzymane w podobnym tonie.
    Utwór znam we fragmentach, czytałem liczne recenzje a obecnie książka ukazała się po ukraińsku.
    Oceniana jest w samych superlatywach.
    Moja wzmianka o "ścianie" była wrzucona nie bez powodu.

    Dlaczego Vincenz pisał po polsku? Dlaczego w roku 1919 zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego?

  2. #332
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    98

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Cytat Zamieszczone przez partyzant Zobacz posta
    Dlaczego Vincenz pisał po polsku? Dlaczego w roku 1919 zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego?
    Ja bym - jeśli wolno - nieco rozszerzył te pytania: Dlaczego pisał po polsku epopeję Huculszczyzny? Dlaczego wstąpił do WP i jakie zadania/misje wypełniał w jego szeregach?

    Co do opinii O.Hnatiuk i ukraińskich intelektualistów, to każdy ma prawo do własnych interpretacji literatury i ich "aktualizacji" w warunkach wojennych. Pierwszy raz czytałem "Dialogi" jakieś ćwierć wieku temu i od tamtego czasu nie zmieniłem poglądu, co do istoty jego dialogowania z Sowieciarzami. W interlokutorze szukał człowieka. I znalazł na Węgrzech w nie jednym prostym żołnierzu. Inna rzecz, że był tam zmuszony interweniować w obronie miejscowej ludności cywilnej, i robił to z dobrym skutkiem.

    Cytat Zamieszczone przez partyzant Zobacz posta
    Utwór znam we fragmentach
    Warto przeczytać całość, choć oczywiście najciekawsza jest część dot. lat 1939-40 z ucieczką przez Czarnohorę.

  3. #333
    Bieszczadnik
    Na forum od
    05.2012
    Postów
    833

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Ale ucieczką przez berda Czarnohory jako przez skały, czy jako przez pastwiska?

  4. #334
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,384

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Cytat Zamieszczone przez partyzant Zobacz posta
    Ale ucieczką przez berda Czarnohory jako przez skały, czy jako przez pastwiska?
    18 września Vincenz udał się na Węgry (wraz z najstarszym synem) bardziej prozaiczną drogą - przez Przełęcz Tatarską;-)

  5. #335
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,384

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Wyjazd był więc komfortowy. Do przełęczy dotarli ze Słobody Rungurskiej samochodem, odwiedzając po drodze Bystrec. Oprócz ojca i syna Vincenzów jechał tym samochodem Jerzy Stempowski i jakiś kapitan wojska polskiego. Na Przełęczy Tatarskiej było legalne przejście graniczne.

    Bardziej emocjonujący był powrót do Polski, który miał charakter ambitnej wycieczki górskiej. Po 5 tygodniowym pobycie postanowili wrócić do kraju, by zorganizować wyjazd rodziny za granicę. Stanisław senior i Stanisław junior Vincenzowie wprost z Budapesztu pojechali pociągiem do stacji Burkut-Kwasy a potem autobusem do pobliskiej wsi. Nie wiem, która to obecnie stacja, pewnie Kwasy. Nie ma też podanej nazwy tej wsi, ale z opisu trasy, jaką przeszli, można wywnioskować, że były to Łuhy. Ale dlaczego jechali do Łuhów z Kwasów, a nie z Rachowa? Pewnie taki był rozkład jady tutejszego PKS-u;-)
    Z Łuhów do grzbietu poprowadziła ich pasterskimi ścieżkami kobieta, miejscowa pasterka. Widzieli po drodze Tomnacki Staw i podchodzili zboczem Berbrnieski. Na grzbiecie zaskoczyła ich taka wichura, że momentami trzeba się było kłaść na ziemi, by wiatr nie zwiał z grani. Zeszli w dół do kotła Gadżyny a stamtąd już mieli prostą i znaną drogę do domu w Bystrzcu. Było to 20.X.1939; wyruszyli o świcie a dotarli po zmroku.

  6. #336
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    98

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Andrzej Ruszczak zebrał i zanalizował źródłowe przekazy na ten temat: Stanisława Vincenza i Jerzego Stempowskiego perypetie na granicy węgierskiej 1939-1940 (Płaj 35) | Karpaccy.pl

  7. #337
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,384

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Andrzej Ruszczak zebrał i zanalizował źródłowe przekazy ....
    Autor dobrze przeanalizował drogę powrotną przez grzbiet Czarnohory, wszystko się zgadza z mapą i terenem. Nie wiem jednak nadal, która to stacja stacja "Burkut-Kwasy"; według Ruszczaka, przedostatnia przed granicą. Obecnie ostatnia stacja to Łazeszczyna a przedostatnia to Jasinia. A jak było przed wojną? Mapa WIG z tego terenu jest bardzo nieczytelna.

  8. #338
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    98

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Tak też było w 1939, niezależnie na której mapie - polskiej "setce" czy czechosłowackiej "dwusetce". W komentarzu A. Ruszczaka "czeski" błąd.

  9. #339
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    98

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    Cytat Zamieszczone przez partyzant Zobacz posta
    Wincenz jest kimś bardzo wyjątkowym w polskiej kulturze i bardzo nieobecnym. Mógłbym powiedzieć, że podobnie jak Lem, jest "asymilowany" przez naszych sąsiadów, którzy nie bardzo zwracają uwagę na ich autonomiczną przynależność do polskości
    Ciekawe, co on sam pisał o swej przynależności kulturowej (cyt. za A. Ruszczakiem z listu do Wołodymyra Poleka):
    „Urodziłem się w Słobodzie Rungurskiej 30 XI 1888 r. Ojciec mój Feliks był znanym pionierem naftowym na tym terenie, ale niesłuszne byłoby określenie go jako kapitalisty, nawet narodowo nie należał on jeszcze do tej fazy dziejowej, w której jako rzymski katolik musiał być określony jako Polak, gdyż nie język decydował wówczas o wszystkim, a pamiętam dobrze, że wykładowym językiem w gimnazjum był niemiecki. Ojciec wybrał jako język ukraiński, zwany wówczas ruskim czym ściągnął na siebie niechęć katechety, który był w dodatku pochodzenia włoskiego. W każdym razie, jak podkreślał, panowała wówczas przyjaźń między współobywatelami (a tym bardziej) sąsiadami obu wyznań.Jeśli chodzi o mnie to życie naszej rodziny tak było związane z krajem i z grupą chłopską-huculską w szczególności, że więcej miałem wspomnień bliskich z praktyki kultu cerkiewnego greckiego niż łacińskiego. Toteż muszę się przyznać, że po ustanowieniu naczelnika wyznania Kardynała Slipyja miałem sporo radości, że ten miły mi osobiście kult, na którym opiera się zresztą cała moja książka „Na wysokiej połoninie”, może dalej istnieć. Czy to oznacza zacofanie? W moim najgłębszym przekonaniu wcale nie. Przede wszystkim moja najbliższa rodzina nie była zacofana. Prawie groteskowy szczegół, że moja prababka budowała świątynie żydowskie w charakterze protektorki, a choć nikt w naszej rodzinie nie był pochodzenia żydowskiego, może wywołać zdziwienie, ale nie zdziwi chyba nikogo, kto zna dawniejsze epoki historyczne. Tak samo część rodziny budowała świątynie greko-katolickie, co jest uwydatnione w napisie w cerkwi w Krzyworówni, może jeszcze istniejącym.
    Owym epokom to należy przyznać, że nacjonalizm może jeszcze nie był się narodził. W moich wspomnieniach nie mogę się doszukać żadnych niechęci narodowych albo wyznaniowych. Przeciwnie. Moja Matka dzięki temu, że urodziła się w Krzyworówni, należała do zasięgu gospodarstwa pasterskiego i jak Panu wiadomo z lektury mojej książki – także ja znałem lepiej niż ktokolwiek staroświecki typ życia, język i obyczaj mego kraju. Chcę wspomnieć tu wcale ważny dla mnie szczegół, że karmicielka mojej Matki, a moja Niania Pałachna Slipeńczuk, zamężna Rybeńczuk z osiedla Tarnoczka w Krzyworówni wywarła na mnie największy wpływ, jaki na dziecko można wywrzeć.
    Przede wszystkim w dziedzinie języka. W okresie kiedy zacząłem się uczyć po francusku, a miałem z tym niemałe trudności, upominała mnie bardzo sugestywnie: „Szje budesz maty czejes howoryty panskymy jezykami, a teper howory po ludsky. Taj pamiataj donyku abys nykoły ludskoho języka nie zabuwaw!5” Widzi Pan zatem, że językiem ludzkim dla mnie miał być język huculski względnie ukraiński. Z tym w naszej rodzinie nikt nie walczył i wynikiem tego że posłuchałem mojej niani Pałachny jest książka "Na wysokiej połoninie", bo szczerze mówiąc zanim jakąś stronę napisałem, obmyślałem ją w języku ludzkim.
    Co do niani Pałachny to trzeba jeszcze dodać szczegół niewątpliwie zabawny, choć dla Hucułów charakterystyczny. Zarówno ze względu na to jak rozpuszczają dzieci, jak też z powodu małego poczucia rzeczywistości o ile chodzi o społeczeństwo poza nimi. Moja Matka niewątpliwie mnie rozpuszczała ale tego było mało dla niani Pałachny. Zawsze brała mnie w „obronę”, choć widocznie niepotrzebnie, mówiąc między innymi półszeptem i jak gdyby tylko do mnie: „Korołem budesz donyku.” Oczywiście takie powiedzenia irytowały moją Matkę. Pamiętam dobrze jak oburzała się nieraz: „Co ta stara ogłupia dziecko. Co to ma za sens. Jakim królem?” Pałahna odpowiadała niezachwianie: „Ludskim korołem!6”
    Teraz przechodzę do rzeczy ważniejszej może niż wspomnienie z dzieciństwa, a mianowicie do pomnika Franki. Tutaj należy przede wszystkim sprostowanie. Otóż mimo królewskiego proroctwa Pałachny, pozostało mi tyle zdrowego rozsądku, że nie ważyłem się podpisać na hołdzie złożonym France, tak jak głosi wersja podana przez Pana, która mija się z prawdą. Faktyczny napis był taki: WIRJU W SYŁU DUCHA (cytat Franki po ukraińsku) i komentarz po polsku: Synowi tej ziemi, i daty, nic więcej. Zatem ani „na pamiątkę” , ani „Dr Vincenz” nie było"
    Źródło:
    Stowarzyszenie Res Carpathica - Stowarzyszenie Res Carpathica

  10. #340
    Bieszczadnik
    Na forum od
    05.2012
    Postów
    833

    Domyślnie Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki

    No i spotkała mnie miła niespodzianka.jak podaje M. Kniazhytsky, ukraiński "poseł" zajmujący się kulturą i jednocześnie wielki popularyzator twórczości St. Vincenza, tegoroczną nagrodę imienia Stanisława Vincenza, polskiego pisarza i tłumacza literatury, otrzymała Julia Pajewska"Tajra".
    O ile zrozumiałem to przyznanie nagrody miało miejsce na piątym forum Via Carpatia, a jej wręczenie będzie 4 grudnia we Lwowie w Domu Franka.
    Mniej więcej o to mi chodziło na samym początku.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Poszukuję książki
    Przez stary w dziale Bibliografia Bieszczadów
    Odpowiedzi: 19
    Ostatni post / autor: 03-03-2013, 16:27
  2. Książka za uśmiech
    Przez komisaRz von Ryba w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 25-10-2011, 12:27
  3. Kącik Facjat Zakazanych
    Przez trzykropkiinicwiecej w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 23
    Ostatni post / autor: 26-04-2011, 19:38
  4. Książka o kulturze cerkiewnej
    Przez Trauma w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 24-11-2008, 22:10

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •