„Ostatni pustelnik”

Michael Finkel

Pewnego dnia 1986 roku młody człowiek wraca z wakacyjnej objazdówki swoim nowym samochodem po jakiś tam stanach USA i coś się w nim na tyle zmienia, że zaczyna skręcać w coraz to podrzędniejsze drogi, gruntowe, leśne i jak już zabrnął w totalną dzicz a wskaźnik paliwa osiągnął minimum, wysiada z samochodu, zostawia na kokpicie kluczyki i rusza z plecakiem przed siebie. Nie jest to surwiwalowiec, turysta czy zapalony miłośnik przyrody. Nie ma kompasu, mapy, nie zna miejsca, w którym porzucił samochód. Po kilku dniach wędrówki postanawia zatrzymać się na dłużej.
Po 27 latach, w 2013 roku zostaje zatrzymany przez stróża prawa nieopodal swojego obozowiska i następnie „przywrócony” społeczeństwu.

W ciągu tych 27 lat tylko raz odezwał się do innego człowieka - mijając go w lesie powiedział "cześć". Po aresztowaniu publicznie również nigdy nie zabrał głosu. Autorowi udało się przez pewien czas nawiązać z nim nić porozumienia. Najpierw następuje wymiana korespondencji a później podczas widzeń w więzieniu udaje się wyciągnąć z pustelnika (jak go nazwały media)odrobinę informacji o jego życiu w lesie. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż odpowiada bardzo zwięźle i musi uznać dany temat za na tyle ważny bądź w jakimś stopniu interesujący by w ogóle się odezwać a w kontakcie bezpośrednim nie bawi się w konwenanse:
„Knight precyzyjnie ważył każde słowo, uważnie jak poeta. Nawet przy listach, przyznał, przepisywał tekst przynajmniej raz, głównie po to, żeby usunąć zbędne nieuprzejmości. Zostawały tylko te niezbędne”

Polecam – książkę łyka się w jedno solidne popołudnie.