Wyjazd był więc komfortowy. Do przełęczy dotarli ze Słobody Rungurskiej samochodem, odwiedzając po drodze Bystrec. Oprócz ojca i syna Vincenzów jechał tym samochodem Jerzy Stempowski i jakiś kapitan wojska polskiego. Na Przełęczy Tatarskiej było legalne przejście graniczne.
Bardziej emocjonujący był powrót do Polski, który miał charakter ambitnej wycieczki górskiej. Po 5 tygodniowym pobycie postanowili wrócić do kraju, by zorganizować wyjazd rodziny za granicę. Stanisław senior i Stanisław junior Vincenzowie wprost z Budapesztu pojechali pociągiem do stacji Burkut-Kwasy a potem autobusem do pobliskiej wsi. Nie wiem, która to obecnie stacja, pewnie Kwasy. Nie ma też podanej nazwy tej wsi, ale z opisu trasy, jaką przeszli, można wywnioskować, że były to Łuhy. Ale dlaczego jechali do Łuhów z Kwasów, a nie z Rachowa? Pewnie taki był rozkład jady tutejszego PKS-u;-)
Z Łuhów do grzbietu poprowadziła ich pasterskimi ścieżkami kobieta, miejscowa pasterka. Widzieli po drodze Tomnacki Staw i podchodzili zboczem Berbrnieski. Na grzbiecie zaskoczyła ich taka wichura, że momentami trzeba się było kłaść na ziemi, by wiatr nie zwiał z grani. Zeszli w dół do kotła Gadżyny a stamtąd już mieli prostą i znaną drogę do domu w Bystrzcu. Było to 20.X.1939; wyruszyli o świcie a dotarli po zmroku.


Odpowiedz z cytatem
