Ciekawe, co on sam pisał o swej przynależności kulturowej (cyt. za A. Ruszczakiem z listu do Wołodymyra Poleka):
„Urodziłem się w Słobodzie Rungurskiej 30 XI 1888 r. Ojciec mój Feliks był znanym pionierem naftowym na tym terenie, ale niesłuszne byłoby określenie go jako kapitalisty, nawet narodowo nie należał on jeszcze do tej fazy dziejowej, w której jako rzymski katolik musiał być określony jako Polak, gdyż nie język decydował wówczas o wszystkim, a pamiętam dobrze, że wykładowym językiem w gimnazjum był niemiecki. Ojciec wybrał jako język ukraiński, zwany wówczas ruskim czym ściągnął na siebie niechęć katechety, który był w dodatku pochodzenia włoskiego. W każdym razie, jak podkreślał, panowała wówczas przyjaźń między współobywatelami (a tym bardziej) sąsiadami obu wyznań.Jeśli chodzi o mnie to życie naszej rodziny tak było związane z krajem i z grupą chłopską-huculską w szczególności, że więcej miałem wspomnień bliskich z praktyki kultu cerkiewnego greckiego niż łacińskiego. Toteż muszę się przyznać, że po ustanowieniu naczelnika wyznania Kardynała Slipyja miałem sporo radości, że ten miły mi osobiście kult, na którym opiera się zresztą cała moja książka „Na wysokiej połoninie”, może dalej istnieć. Czy to oznacza zacofanie? W moim najgłębszym przekonaniu wcale nie. Przede wszystkim moja najbliższa rodzina nie była zacofana. Prawie groteskowy szczegół, że moja prababka budowała świątynie żydowskie w charakterze protektorki, a choć nikt w naszej rodzinie nie był pochodzenia żydowskiego, może wywołać zdziwienie, ale nie zdziwi chyba nikogo, kto zna dawniejsze epoki historyczne. Tak samo część rodziny budowała świątynie greko-katolickie, co jest uwydatnione w napisie w cerkwi w Krzyworówni, może jeszcze istniejącym.
Owym epokom to należy przyznać, że nacjonalizm może jeszcze nie był się narodził. W moich wspomnieniach nie mogę się doszukać żadnych niechęci narodowych albo wyznaniowych. Przeciwnie. Moja Matka dzięki temu, że urodziła się w Krzyworówni, należała do zasięgu gospodarstwa pasterskiego i jak Panu wiadomo z lektury mojej książki – także ja znałem lepiej niż ktokolwiek staroświecki typ życia, język i obyczaj mego kraju. Chcę wspomnieć tu wcale ważny dla mnie szczegół, że karmicielka mojej Matki, a moja Niania Pałachna Slipeńczuk, zamężna Rybeńczuk z osiedla Tarnoczka w Krzyworówni wywarła na mnie największy wpływ, jaki na dziecko można wywrzeć.
Przede wszystkim w dziedzinie języka. W okresie kiedy zacząłem się uczyć po francusku, a miałem z tym niemałe trudności, upominała mnie bardzo sugestywnie: „Szje budesz maty czejes howoryty panskymy jezykami, a teper howory po ludsky. Taj pamiataj donyku abys nykoły ludskoho języka nie zabuwaw!5” Widzi Pan zatem, że językiem ludzkim dla mnie miał być język huculski względnie ukraiński. Z tym w naszej rodzinie nikt nie walczył i wynikiem tego że posłuchałem mojej niani Pałachny jest książka "Na wysokiej połoninie", bo szczerze mówiąc zanim jakąś stronę napisałem, obmyślałem ją w języku ludzkim.
Co do niani Pałachny to trzeba jeszcze dodać szczegół niewątpliwie zabawny, choć dla Hucułów charakterystyczny. Zarówno ze względu na to jak rozpuszczają dzieci, jak też z powodu małego poczucia rzeczywistości o ile chodzi o społeczeństwo poza nimi. Moja Matka niewątpliwie mnie rozpuszczała ale tego było mało dla niani Pałachny. Zawsze brała mnie w „obronę”, choć widocznie niepotrzebnie, mówiąc między innymi półszeptem i jak gdyby tylko do mnie: „Korołem budesz donyku.” Oczywiście takie powiedzenia irytowały moją Matkę. Pamiętam dobrze jak oburzała się nieraz: „Co ta stara ogłupia dziecko. Co to ma za sens. Jakim królem?” Pałahna odpowiadała niezachwianie: „Ludskim korołem!6”
Teraz przechodzę do rzeczy ważniejszej może niż wspomnienie z dzieciństwa, a mianowicie do pomnika Franki. Tutaj należy przede wszystkim sprostowanie. Otóż mimo królewskiego proroctwa Pałachny, pozostało mi tyle zdrowego rozsądku, że nie ważyłem się podpisać na hołdzie złożonym France, tak jak głosi wersja podana przez Pana, która mija się z prawdą. Faktyczny napis był taki: WIRJU W SYŁU DUCHA (cytat Franki po ukraińsku) i komentarz po polsku: Synowi tej ziemi, i daty, nic więcej. Zatem ani „na pamiątkę” , ani „Dr Vincenz” nie było"
Źródło: Stowarzyszenie Res Carpathica - Stowarzyszenie Res Carpathica



Odpowiedz z cytatem