12 sierpień
Poznań. Ostatni dzień w pracy a d..a się już rwie w Bieszczady. W końcu nadchodzi upragniona godzina 15:00. Jestem wolny. Jadę do domu. Po drodze telefon od przyjaciela z Częstochowy. Dwa lata z rzędu jeździliśmy wspólnie na Bieszczadzkie Anioły. W tym roku mu nie pasowało. Odbieram i słyszę pytanie: Gdzie jesteś, bo my dojeżdżamy do Gorlic. Zdumienie i szok…. Plany się im zmieniły i pognali w Bieszczad. Są to ludzie zakochani w SDM, i Bieszczadzkich Aniołach, nie w Bieszczadzie jak ja. Ale miło mi jest. W domu obiad zapakowanie auta i wyjazd. Dzwonię do Jabola i wyznaję mu, że jestem już w drodze. Po drodze odbieram telefon od Barnaby, że też jedzie w Bieszczady, ale sznelcugiem. Pyta, czy go nie odbiorę z Zagórza. Czemu nie? Odbiorę Cię synu. Około północy dojeżdżam do Rzeszowa. Od lat w razie konieczności spędzenia noclegu w Rzeszowie zatrzymuję się w Zwięczycy w Zajeździe Pod Skrzydłami. Nie jest tanio /pokój 2 osobowy 150 PLN / ale lubię to miejsce. Przed snem SMS do Jabola z propozycja spotkania 13 sierpnia..