Rano leje. W południe postanawiamy, że spróbujemy znaleźć chatkę, której bardzo przybliżone namiary dał mi Jabol. :D Ma ona znajdować się gdzieś na północ od Markowskiej. No to wsiadamy do Karawanu i jedziemy do Baligrodu. Jedziemy naokoło, to znaczy przez Hoczew. Za Stężnicą zatrzymuje nas autostopowicz. Oczywiście zabieramy gościa. Jest dziwnie ubrany jak na turystę . Po chwili rozmowy okazuje się, że jest to student odbywający tu praktyki. Studiuje na AR w Poznaniu :D . Odwozimy go do miejsca biwakowego. Niech krajan ma bliżej. Wracamy do wypału. Zostawiamy Karawan na poboczu i idziemy w las. Wydaje nam się, że sprawa jest prosta. Niestety tylko się nam tak wydaje. Idąc po strasznym błocie więcej uwagi zwracamy na to, żeby się nie przewrócić niż na cokolwiek innego . W końcu błoto się kończy. Ścieżka nas prowadzi w dół. Jedna polana nic, druga polana i nic. Jedynym pożytkiem z tych poszukiwań póki co są maliny. Jest ich dużo i są bardzo słodkie :D . Od czasu do czasu zostawiam Renatke na ścieżce, a sam wchodzę w krzaczory, żeby tam poszukać ewentualnej chatki. Oprócz nadwerężenia spodni nic więcej nie wskórałem . Po trzech godzinach szlajania się po lesie postanawiamy wracać. Renatka jest pełna obaw, czy trafimy do karawanu. Jak już zauważyła nasze ślady w błocie to była już bardzo zadowolona. Jeszcze tylko przebrnąć przez to straszne błoto i już jesteśmy na drodze. Postanowiłem zasięgnąć języka na temat chatki u gości pracujących przy wypale. Piwko wyjęte z bagażnika szybko przełamało lody :D . Niestety informacja, którą uzyskałem jest mniej więcej taka: Nic nie wiemy na temat chatki. Jeżeli jakakolwiek jest to jest tam a tam ale jej tam nie ma. Prawda, że jasno i przejrzyście ? Wsiadamy do Karawanu i tu nachodzi mnie refleksja: czy da się go kiedykolwiek doczyścić? Jedziemy do Bereźnicy Wyżnej. Z tamtąd do Berezki. Na skrzyżowaniu jest sklep. Tam postój. Kiełbacha, buła i piwo zastąpiły nam obiad :P . Wracamy do Polańczyka. Przed sanatorium zdejmujemy buty i boso wchodzimy do środka. Wzbudza to ogólną sensację ale podbijamy tym serce pani sprzątaczki. Po kolacji tradycyjne piwko u Pana Leszka. Postanawiam znaleźć tą chatkę za wszelką cenę. Jutro wybieram się tam sam ale od drugiej strony.