Powoli racząc się cały czas wspaniałymi widokami schodzę w dół. Po drodze znajduję cmentarz z okresy I wojny światowej, a właściwie to, co z niego zostało, czyli krzyż. Podoba mi się, że na ogrodzeniu tego krzyża umieszczono inne mniejsze krzyże. Tak, więc jest to cmentarz ekumeniczny z krzyżami prawosławnym, greko-katolickim i rzymsko-katolickim. Droga staje się uroczo, bieszczadzko błotnista. Schodzę w kierunku cerkwi. Po drodze wstępuję na dwa odrębne cmentarze. Intrygują mnie stosunkowo nowe groby z nazwiskami pisanymi cyrylicą. Po kilku minutach jestem w Karawanie. Opowiadam Renatce wrażenia z wycieczki i tak dojeżdżamy do Polańczyka.


Odpowiedz z cytatem