Przy samym gospodarstwie podbiegł do mnie duży pies strasznie szczekając. Nie żebym był bojaźliwy, ale stanąłem. :D Pies też. On nie przestał szczekać i szczerzyć kłów. Przypomniała mi się rozmowa sprzed kilku lat z Victorinim. Jak do niego zaszedłem to był zdziwiony
, że psy mnie nie pogryzły. Victorini miał bardzo ostre psy, które nikogo nie wpuszczały /podobno/ . Jak od niego wychodziłem, to odprowadził mnie do granicy Sokolego
. Stoję wiec i patrzę na szczekającego na mnie psa. Nagle pomysł.
Dzwonię do Brossa i informuję go, ze już jestem tylko jakieś zwierzę na mnie szczeka. Bross odpowiedział, że piesek jest niegroźny, dla kogo piesek, dla tego piesek odparłem. Przyszedł po mnie i zaprowadził do domu :D . Ze względu na stan obuwia stanowczo odmówiłem wejścia do domu
. Siedzieliśmy przed domem, piliśmy herbatkę i sobie rozmawialiśmy o życiu. Córka szykowała pranie syn brał kąpiel. Uzyskałem od całej trójki wpis do książki. Zapraszał mnie na agroturystyką do siebie, ale ja lubię łazić po górach, bezdrożach i innych takich. W przeciwieństwie do Jabola nie przepadam za wędrówka po wodzie
. Mieszkając u Brossa większość czasu trzeba chyba jednak spędzać na wodzie. Teraz uwaga dotycząca innego wątku: samolotu tego dnia nie było. Po godzinnej rozmowie pożegnałem sympatycznego staruszka i poszedłem sobie :D . Nie zazdroszczę mu życia w tym miejscu. Trzeba mieć dużo samozaparcia i odwagi bez względu na to, co się o nim mówi po programie Miasto Marzeń. Idę pod górę i słyszę głos koni
. Niestety taki głos mogą wydawać z siebie tylko konie mechaniczne
. Po chwili z przeciwka nadjeżdża samochód. Miałem niemałą uciechę jak mnie mijał. Dziewczyna siedząca na miejscu pasażera była przerażona.
Przerażenie wyrażała cała jej postać. Inaczej tego nie mogę opisać. Kierowca twardziel, był uśmiechnięty. :D W tym miejscu było naprawdę stromo, ale bez przesady… Drogi powrotnej nie będę opisywał. Troszkę inna drogą zszedłem do Teleśnicy. Jak wyszedłem z lasu podeszła do mnie grupka ludzi w wieku 16-22 lat. Spotkanie, jak spotkanie natomiast zachowywali się dziwne. Zapytali, co tam jest skąd idę. Odparłem, że góra. Oni chcą oglądać widoki. Odparłem, że z zalesionej góry to widoków specjalnie nie ma :D . Wskazałem na zbocze po drugiej stronie drogi. Tam są same łąki. Stamtąd będzie ładny widok na zalew. Oni tam nie pójdą. Tam jest za daleko
. Postanowili pójść tam skąd ja przyszedłem. Spojrzałem na ich nogi o oniemiałem
![]()
. Prawie wszyscy byli w japonkach. Pokazałem swoje ubłocone nogi i zapytałem poważnie, czy w tych bucikach chcą iść dalej. I wyobraźcie sobie, że poszli.
Nie będę się wyrażał o głupocie ludzkiej. Wsiadłem do Karawanu i pojechałem nad zaporę. Podjechałem od strony Jawora, bo chciałem się zobaczyć z Andrzejem Lachem. Oprowadził mnie po swojej restauracji i zaprosił na otwarcie, które będzie połączone ze Zlotem Zakapiorów w dniu 1 października. :D Zaproszenie przyjąłem ale nie obiecałem, że będę. I wróciłem do Renatki


Odpowiedz z cytatem