1 wrzesień
Nie robimy nic. :D Zabiegi. Łóżko /bez podtekstów proszę/. Zabiegi. Obiad. Po obiedzie spacerek po Polańczyku. Później telefon do Jabola. Umawiamy się na popołudnie u Niego. Odpalam Karawan i jedziemy do Rajskiego. Wszak tam ma on swoją bazę. Zajeżdżamy na miejsce. Baza pozamykana, Jabola niet.
Od czego są komórki? Dzwonię do Jabola. Czekajcie słyszę, już jadę. No to czekamy. Renatka wykorzystuje ostatnie promienie słońca, a ja oczywiście łażę po najbliższej okolicy. Podoba mi się zejście nad San. Ktoś sprytnie umocował linową poręcz na skarpie. W końcu pojawia się Jabol. Zmęczony trochę, ale uśmiechnięty od ucha do drugiego :D . Widać po nim, że Bieszczady to dla niego wielka pasja i przyjemność. :D Zaprasza nas do domku, w którym mieszka. W środku całkiem przytulnie. Jest jedno małe, ale
… nie gniewaj się Jabol chcę, żeby ta relacja pomijając lokalizację chatek była zgodna z prawdą. To "ale" to porządek w środku.
Nie był to przysłowiowy poznański porządek. :D Widać było od pierwszego spojrzenia, że brakuje w tym domu kobiecej ręki. Przychodziłeś tam Kolego późnym popołudniem albo nawet wieczorem, a wychodziłeś rankiem, ja to rozumiem, że nie myślałeś o ekstra porządku. Nie wiem, czy za ten fragment wykupię się Capa Negrą?
![]()
:D O.K. starczy tego, bo jeszcze ktoś pomyśli, że Cię nie lubię. Jabol stanął na wysokości zadania i zrobił pyyyyszną kawę. Od razu poczuliśmy się lepiej. Chcecie wiedzieć, o czym rozmawialiśmy? Pewno się zdziwicie. Rozmawialiśmy wyłącznie o …. Bieszczadzie
. Cudowny temat do rozmowy. Spróbujcie kiedyś sami
![]()
. Jabol pokazał mi najnowsze wydawnictwa Ruthenusa, ja pochwaliłem się wpisem Pawła Kusala. Czas płynął. Zapomniałem dodać, że przy Capa Negrze. Cudowny trunek. Nagle Jabol się ożywił. Zobaczył dwoje rowerzystów, którzy ospale pedałowali i rozglądali się wokoło. Powiedział, że na niektórych mapach jest w tym miejscu zaznaczone pole biwakowe, którego w rzeczywistości nie ma. Oni chyba szukają tego pola – stwierdził. Zawołaliśmy na nich. Zawrócili. Jabol podszedł do nich i po chwili przyszedł z nimi z miną nie ciekawą.
Oni byli anglo języczni, a Jabol nie czuje się mocny w tym temacie. Ja też nie, ale jak trzeba to trzeba. Jabol wskazał im miejsce, w którym mogą rozbić namiot. Taki placyk o wymiarach ok. 100 m na 30 m :D :D . Podziękowali i wzięli się do roboty. Jak już rozbili to poprosiliśmy ich do siebie. Chłopak i dziewczyna pochodzili z Australii. Przypłynęli statkiem do Portugalii, a potem to już było z górki. Wsiedli na rowery w Portugalii i przypedałowali w Bieszczady
![]()
![]()
. Zrobiło to na nas wrażenie. Pedałowali 7 miesięcy :D . Pochwalili się, że dzisiaj byli na Tarnicy. Sprawdziłem, co tam widzieli. Widzieli krzyż, więc byli tam. Wyjaśniłem im, dlaczego on tam stoi i opowiedziałem na tyle na ile umiałem o historii tego kawałka Polski. Jabol dał im nową mapę, przy latarce pokazał im album Solina. Wypiliśmy po kielichu, a nawet więcej :D . Powiedzieli, ze jeszcze trochę muszą przejechać, bo odpływają statkiem do Australii z Anglii. Oni poszli spać, a my z Jabolem uradziliśmy, że jutro powinni się przespać w chatce, w której sprząta Anyczka :D . Jabol stwierdził, że on im wytłumaczy jak mają tam dotrzeć. Wypiliśmy rozjeżdżaczka :D i Renatka poprowadziła Karawan do Polańczyka.


Odpowiedz z cytatem