Mieszkać w głuszy Bieszczadzkiej? Ależ tak , oczywiście... pół roku, rok. Sam lubię samotność i wymykam się często do lasu, którego w okolicy szczęśliwie jest sporo. Robię to przeważnie w niedzielę, jeszcze przed świtem. Wtedy w lesie nie ma robotników, bo niedziela, a spacerowicze jaszcze śpią. Chodzę do lasu niezależnie od pory roku, temperatury i opadów. Szukam tam tego, co Wy chcecie znaleźć w Worku Bieszczadzkim. (Chodzę po pobliskim lesie, bo nie mogę po Bieszczadach).
Nie wiem, czy tak do końca zdajecie sobie sprawę z tego, co piszecie.
Depcząc codziennie miejskie chodniki dobrze jest czasem wyskoczyć w Bieszczady, dobrze jest czasem przemoknąć do bielizny albo przemarznąć. Kontrowersyjnie powiem nawet, że to zdrowe, a nawet przyjemne wtedy, kiedy robi się to, bo ma się akurat kaprys. Inaczej sprawa wygląda, gdy sytuacja zmusza nas do tego. (wiem to z własnego doświadczania). Tutaj składam naprawdę szczere wyrazy uznania Karolinie - to naprawdę twardzielka. Czytałem kiedyś o ludziach, którzy zasiedlali Bieszczady zwiedzeni ich urokiem. Do obecnych czasów niewielu ich zostało - przeprowadzili się w inne rejony naszego pięknego kraju - Bieszczady ich złamały. Choć to określenie nie jest chyba najwłaściwsze.
Innym problemem może być choroba na odludziu, a po dłuższym czasie też i starość. Człowiek z temperaturą 40 st., albo z bolącymi nerkami, czy korzonkami (to wcale nie jest nierealne) za nic w świecie nie będzie w stanie przejść do sklepu czy chociaż rozpalić ogień w piecu.
Innym problemem, chyba poważniejszym, są dzieci, a raczej danie im wykształcenia i "obycia w świecie". Nie wyobrażajcie sobie, że dziesięcioletni szkrab będzie pałał ochotą do nauki, jak codzień przejdzie te 5 kilometrów przez zaspy, albo w ulewie (słyszałem o dzieciach, które pokonują wiele dłuższą drogę do szkoły). Może i romantycznie wygląda codzienna jazda na koniu po te trochę wiedzy, ale na dłuższą metę to wcale romantyczne nie jest.
Takie osamotnienie jest dobre, ale wtedy, gdy wybiera się je z własnej woli, gdy już zobaczyło się trochę tu i ówdzie. Natomiast gdy jast to jedyny świat, który się zna... Chyba nie o to Wam chodzi.
Podsumowując: Dla przybyszów "ze świata" Bieszczady, a też i inne odludne miejsca jawią się rajem i takie mogą być. Jest tylko jeden warunek: trzeba do końca wiedzieć na co się decydujemy, że chodzi nam właśnie o to, a nie co innego. I najlepiej przed ostateczną decyzją pogadać z tubylcami.

Pozdrawiam wszystkich którzy mieszkają w Bieszczadach na stałe i tych, którzy przybywają tam, żeby zaraz wrócić do domu.