Staję w obronie pani Marii Luli. W lipcu b.r. rezerwowałem z miesięcznym wyprzedzeniem u niej pokój dla dwóch osób i zapłaciłem zaliczkę w wysokości 150 zł. Dwa tygodnie później okazało się że z powodów rodzinnych nie mogliśmy pojechać w Bieszczady i zadzowoniłem do Pani Marii z informacją że niestety się nie pojawię i zwalniam tym samym pokój. Szczerze powidziawszy byłem również przygotowany na stratę tych 150 zł (nauczony doświadczeniem z pensjonatem nad Biebrzą - urlop odpwołany z tych samych przyczyn, które jednak u tamtej gospodyni nie znalazły zrozumienia). Tymczasem Pani Maria bez żadnych komentarzy i nerwowych zachowań zwróciła mi całą kwotę, więc jeszcze na tym straciła na przelew pocztowy. Moja sytuacja pokazuje, że Pani Maria jest bardzo uczciwą i życzliwą osobą i nie chce mi się wierzyć, że ta sytuacja wyglądała tak jak ją przedstawiła Aisa. A może tak uderzyć się w pierś i przyznać się jak było na prawdę, by ludzi nie wprowadzać w błąd i nie obrażać pani Marii?