Oczywiscie wierzycie Pani Marii bo jest z Bieszczad a my z Warszawy...

Nie mam wiecej slow. Przykro mi ze tak nas osadzacie. Prosze zadzwoncie do Wilczej Jamy z pytaniem kiedy i o ktorej dzwonilismy z pytaniem o wolne miejsca.

Zapytajcie sie Pani Luli czy nie rzucila sluchawki jak z nami rozmawiala mowiac ze mamy nie przyjezdzac w nocy bo nam nie otworzy drzwi.

A po zwrot zaliczki nie przyjechal chlopak tylko 4 osoby - 2 kobiety i 2 mezczyzn.

pozdrawiam
Joanna