Słonko szybko znów sie schowalo za pofałdowanym bieszczadzkim horyzontem. A ja zacząłem śpiesznie napedzać kajak żeby nie szukać miejsca do lądowania po ciemku Przez chwile kusiła mnie Wyspa Zajęcza ale przez lornetke wypatrzyłem tam już dwa cumujące jachty. Nie mam ochoty na towarzystwo. Jawor juz blisko. Dwie zatoczki przedemną. Wpływam do pierwszej. Ponura błotnisto-skalista Nie podoba mi się...Płyne do nastepnej...Jakis pontonik-kejka przy brzegu i żywej (ludzkiej) duszy. Nie ma już czasu na marudzenie. Wyciagam kajak na brzeg i włażę w las poszukać miejsca na biwak...Schodki drewniane, scieżka...Więc idę zobaczyć, gdzie mnie zaprowadzi.Dochodzę do polanki. Na niej trzy drewniane domki i wieża obserwacyjna. Tabliczka na domku informuje, że dotarłem do bazy WOPRu "Jawor2". Fajne miejsce, ale troche daleko od brzegu i kajaka. Wracam i znajduję w miarę płaskie miejsce bliżej wody. Jak zwykle w pierwszej kolejności śmigam po lesie i zbieram zapas drewna na ogień. Potem juz po ciemku przeniosłem plecak i wioslo. po 10 minutach w kociołku nad maleńkim ogniem grzała sie woda na herbatke...Specjalnie zaznaczyłem: "maleńkim", gdyz zawsze drażnia mnie ślady po gigantycznych prawie pożarach, rozpalanych przez turystów w róznych miejscach Jest taki stare powiedzenie, ktore gdzieś dawno temu wyczytałem: "Blada Twarz-szalona, palić wielki ogień-siedzieć daleko Czerwony wojownik-mądry,palić mały ogień-siedzieć blisko..." :D Wciąż aktualne...Choć nie jestem czerwonym wojownikiem