Jak dobrze rozprostować kości... Zapaliłem pecika, siadłem w trawie, otworzyłem ostatnie piwko-paliwko. – przyda mi się teraz mały doping przed finiszowym odcinkiem...Bo jednak stwierdziłem ze CHYBA dam rade dopłynąć do cerkwiska na Rajskiem...Hehe...Jak to mówią w niektórych regionach: chyba - to się kajak na fali. Postawiłem Zenita na pieńku. Pstryk-fotka samowyzwalaczem...Na pamiątkę...A co! Zadzwonił Adam. Decyzja zapadła: własnie wyjeżdża z Rzeszowa. Rower zostawia w domu choć z ciężkim sercem, bardzo go kusił...Poprosiłem go jeszcze o zakup filmu do aparatu i baterii do czołówki, resztę zkupów zostawiłem jego domyślności. No! Czółno na wodę, Jabol do czółna!
Perekopy...Po prawej i po lewej burcie na wzór i podobieństwo czapli, wędkarze czychają na swą zdobycz...Zaniechałem notatek, brakło mi sił i czasu. Zresztą i tak jutro będę wracał tą sama trasą. Prawy brzeg jest mi doskonale znany z okresu stażowania w Ndl Baligród...Woda gładka jak stół. Z przyjemnoscia patrzę na równe odkosy od dzioba...Oto już półwysep Łokieć, naprzeciwko domki na Olchowcu i opuszczona kolonia czapli...Słonko schowało się już jakiś czas temu za Bałandą ale wciąż jeszcze było jasno. Na stromym brzegu Łokcia miedzy olchami wypatrzyłem nowiutki domek – nie było go jeszcze gdy chodziłem tam na początku lipca...Znów naszła mnie myśl że przemija jakaś epoka...Coś się kończy...Ludzie kochani. Jeśli chcecie jeszcze jezioro takim, jakim ja je ujrzałem, śpieszcie się! Za dwa-trzy lata brzegi obrosną domkami letniskowymi i wszędzie będą tabliczki zabraniające wstępu...Cudne odludzie zostanie zlikwidowane przez nadmiar miłośników odludzia...Ech...Niedawno jedna pani z Rzeszowa, pochwaliła mi się, że mają z mężem domek nad zalewem Solińskim, ale nie lubi tam jeździć, bo to takie „zadupie”. Bez komentarza...Łokieć opłynięty. Przedemną Horbek i cerkwisko w Rajskiem. Ostatnia prosta...


Odpowiedz z cytatem