DZIEŃ TRZECI...
...Ta noc bieszczadzka była jakoś wyjątkowo długa. Gdy zerwałem się wczesnym rankiem okazało się że jest już 10:00doprawdy, byłem zaskoczony tym że może świtać tak późno
Ale ranek jak ranek, wstałem, pozdrowiłem panów wędkarzy (których notabene podziwiam za upór i wytrwałosć). Dmuchnąłem w popiół, o :) jest żar...Kilka drobnych patyczków i nad ogniskiem zaczęła się wić cienka smużka dymu wijąca sie jak tańcząca kobra z kosza hinduskiego zaklinacza...Nie zwróciłem uwagi czy Adam wstał wcześniej...Rano mój umysł nie rejestrował zbyt wiele szczegółów, skupiając sie na sprawach pierwszorzędnych :) Zarejestrowałem jego obecność juz przy ognisku gdy podał mi cudnie chłodna butelke chmielowej tinktury...


Odpowiedz z cytatem