Chrewt nie jest (chyba na szczęście) dynamicznie rozwijającą się metropolią tętniącą życiem, toteż niespecjalnie (też na szczęście?) jest co opisywać w temacie pobytu tamże. Dopłynelismy za jachtklub do campingu. Tam przycumowaliśmy do jakiejś szkaradnej blaszanej łodzi kabinowej, która sylwetką trochę przypominała pierwszy pancernik "monitor" z amerykańskiej wojny secesyjnej. Przydał się nam ten "pancernik": posłuzył nam jako pomost, dzieki czemu uniknelismy niechybnego brodzenia przez płyciznę. :) Adam poszedł do sklepiku po "zaqpy" a ja oddałem się bezmyślnej wegetacji...Chrewt po sezonie...Kraina pliszek i wędkarzy...Miło...
Chwile potem było jeszcze milej, bo mój przełyk i podniebienie było chłodzone przepływem chłodnego, musującego "napoju bogów"... Adam stwiedził ze musi popływać. Mus to mus, choć mimochodem oceniłem wysokość słońca nad horyzontem...
On był na urlopie, a ja w pracy i mieliśmy jednak dość odmienne podejście do sprawy...
Hmm...To co? Jeszcze chwilka bezmyślnej wegetacji...



Odpowiedz z cytatem
Zakładki