Kwestia znalezienia gospodarza Chaty jak widzę jest dośc skomplikowana i wzbudza emocje (vide Andy i Barnaba). JAk zauważyliście - czasy się zmieniły, ludzie coraz częściej patrzą na coś zupełnie innego niż przygoda, jaką niewątpliwie jest gazdowanie (choć to może ni po bieszczadzku) na Otrycie. Brak światłą, wody, i "long way to shop" raczej nie są zachętą do wzięcia na swoje barki takiego obciążenia. Łatwo jest nam mówić o gospodarzeniu - jeździmy tam częściej lub rzadziej (ja niestety coraz rzadziej), ale zawsze wracamy do tzw cywilizacji. A ten ktoś będzie tam 24 h na dobę. Znałem paru otryckich gospodarzy, ale wtedy okoliczności historyczne były inne - reszta świata nie oferowała aż takich pokus. Podziwiam Marasa (choć osobiście nie miałem okazji go poznać), że dał tak długo sobie radę tam na górze.