Mnie stawiane krzyże do krwi nie ranią, choć może powinny, skoro z mej subiektywnej perspektywy są synonimem cierpienia, jednak budzi we mnie pewien niesmak nadmierne, publiczne okazywanie swych uczuć religijnych. Dla mnie jest to taka - przepraszam za wyrażenie - religijna wersja psychologicznego ekshibicjonizmu.