Miłym akcentem tej imprezy było dla mnie to, że zostałem rozpoznany przez Asiczkę. Ponieważ nie mam pamięci do twarzy to z reguły ja jestem rozpoznawany, a nie ja poznaję ludzi. Taki już jestem i przepraszam za to. Był ciepły poczęstunek, było piwo, była ściepa na gorzałkę, a przede wszystkim była przemiła atmosfera. Mnie najbardziej podobał się śpiew Łysego z Czarnej i akordeonista, który potrafił zagrać wszystko. Ponieważ następnego dnia musiałem zasiąść za kółkiem i prowadzić około 9 godzin, to z DUŻYM ŻALEM opuściłem imprezę około godziny 21:00 kiedy ona tak naprawdę dopiero się rozkręcała.
O 6:00 dnia następnego opuściłem Polańczyk. A Jabol nie oddzwonił….


Odpowiedz z cytatem