Witam!
Widzę że chyba każdy po trosze zagalopował się prowadząc dyskusję na ten temat. Na wstępie powiem że w tym sporze jestem osobą zupełnie neutralną, nie posiadam sam. terenowego i nie żyję z turystyki ani jej pochodnych. Widzę jednak że prawie każdy z was oburza się na ludzi, którzy w grupie turystów zostawiają największe pieniądze. Dzięki tej właśnie grupie zarabiają sklepy, stacje benzynowe, hotele, gospodarstwa agroturystyczne, ludzie do obsługi i wielu innych. Może po prostu zamiast szukać gdzieś bardzo daleko radykalnych rozwiązań, należałoby się zastanowić nad jakąś alternatywą i zaproponowaniem im jakiejś oferty. Sam znam kilka osób którzy posiadają po kilkadziesiąt hektarów ziemi o bardzo niskiej klasie jakości której próby uprawy okazywały się zupełnym niewypałem. Mówimy o rozjeżdżonych szlakach czy drogach zrywkowych nadleśnictw, hmmm… może gdyby tak przekazać inicjatywę w ręce tych właśnie właścicieli „hektarów”. Może rozwiązałoby to problem z jazdą „na dziko” po górach, a jednocześnie pozwoliło w sposób rozsądny i zgodny z naturą na rozwój regionu?


Odpowiedz z cytatem