opowiesci o cudzoziemcach przypomnialy mi jedna historie. Byl to chyba rok 99, siedzielismy pod sklepem w wetlinie i przysiadlo sie do nas dwoch francuzow,. Przyjechali terenowka wyposazona doslownie we wszystko, byla to ich pierwsza wyprawa na wschod od francji, wyobrazali sobie polske jako totalnie dziki kraj, a bieszczady to juz totalne ostępy prawie nietkniete ludzka stopa.. zarcia zabrali chyba na miesiac(no bo przeciez sklepow to tam na bank nie ma), ogromne buklaki na wode, siekiery, pily, maczety, linyno i tak dojechali do wetliny.. pytali nas gdzie sa te slawne bieszczady, no to my im ze tu.. mieli ogromnie zawiedzone miny...tyle marzen, tyle przygotowan na ta ekstremalna podroz i poczuli sie ogromnie oszukani przez los
przez nastepne dwa tygodnie jezdzilismy razem, pomagajac naszym znajomym choc troche odnalezc ich mit.. chyba sie nawet troche udalo (najbardziej im sie chyba udaly imprezy ze smolarzami i pani w sklepie na ukrainie liczaca na liczydle
). a my przez te dwa tygodnie mielismy zarcie i komunikacje za darmo
(dla kieszeni licealisty to baarrdzo duzo) i co najwazniejsze, tez przezylismy niesamowita przygode, patrzac na rozne , oczywiste dla nas rzeczy, ich oczami..
duzo bym dala zeby uslyszec co opowiadali swoim znajomym po powrocie do domu:)
niestety pozniejszy kontakt listowno-telefoniczny szybko sie urwal.. okazalo sie ze bez jezyka migowopodobnego dosyc slabo jestesmy w stanie sie dogadac![]()


no i tak dojechali do wetliny.. pytali nas gdzie sa te slawne bieszczady, no to my im ze tu.. mieli ogromnie zawiedzone miny...tyle marzen, tyle przygotowan na ta ekstremalna podroz i poczuli sie ogromnie oszukani przez los
Odpowiedz z cytatem