długi listopadowy weekend obecnego roku.
Na trasie z Łopiennika do Jabłonki spotykamy ciężko obładowanych i styranych uczestników selekcji do Wojsk Specjalnych,
następnego dnia łażąc na krechę spotykamy ich ponownie, pojedyńczo błądzących po okolicach Patryji (my szliśmy sobie z niej lasem na przełęcz Żebrak :P)
Miny uczestników bezcenne( my z kumplem ubrani w stylu militarno-survivalowym,poza szlakami, chyba brali nas za instruktorów lub kontrolerów :) )
Innym razem spotkaliśmy w środku lasu dwie krowy( Między Puławami a polanami Surowicznymi- zwiały z wypasu )
W pierwszej chwili-stały w gęstych krzakach pomyśleliśmy że to żubry :D:D:
Dołożę jeszcze historię szwagra,
Szwagier z kolegami szedł sobie jeszcze po ciemaku z Roztok górnych szlakiem granicznym i o pierwszym brzasku zawitali do chatki pod Czerteżem.
Patrzą a tam murzyn( !! wiem, zaczyna się jak dowcip) No co murzyn też może łazić po górach nie? Miał on na sobie czerwoną turystyczną kurtkę.
Chłopaki nie wiadomo czemu pomyśleli że murzyn jest Słowakiem i mówią do niego''ahoj! akao se masz! ''
Ten minę miał jakąś niewyraźną, starał się zasłonić sobą wejście do chatki, jak się okazało w środku było jeszcze 2 innych
( ubranych po miejsku-w sensie że nie turystycznie, jeansy i jakieś bluzy-czy swetry)
Koledzy wytrzeszczają na nich oczy, murzyni wyraźnie zaniepokojeni i zaskoczeni ich obecnością, chłopki postanowili oddalić się w szybkim tempie.
Historia niby zabawna, ale mogła skończyć się nie ciekawie...


Odpowiedz z cytatem