nie wiem czy znacie historie gorczanskiej chatki na hali dlugiej zwanej metysowka? pokrotce: przez laty mieszkal tam gosciu o przezwisku metys , ktory ta chatke prowadzil. Slyszalo sie o roznych upodobaniach metysa i jego znajomych, sympatii do grzybkow halucynogenkow i innych srodkow zmieniajacych lekko spojrzenie na swiat nie wiem czy ktoregos dnia metys zebral niewlasciwe grzybki, czy roztwor mial za duze stezenie czy przyczyna byla calkiem a to calkiem inna ale fakt jest ze sie mu umarlo. Jakis czas jeszcze jego przyjaciele prowadzili chate ale potem gorczanski park tego zabronil- pewnie mila chata robila konkurencje dla oblesnego pobliskiego schroniska na turbaczu. Nocleg w chacie nie jest dozwolony.

Historie ta uslyszalam w zeszly weekend majowy przy ognisku przy gorczanskim szalasie stawieniec:
" Moj przyjaciel wybral sie z dziewczyna w gorce. jako ze bardzo chcieli uniknac spania na turbaczu a akurat pogoda sie zepsula postanowili spedzic noc w metysowce. Chata byla zamknieta ale do czesci "stajniowej" mozna wejsc. Rozlozyli sie karimatkami jak juz zmierzchalo.. powialo jakos chlodem i atmosfera byla dosc gesta, biorac pod uwage ze w takich miejscach i momentach, zwlaszcza przy malej grupie ludzi, czasem wspomni sie ze w tej chacie ktos umarl i czy przypadkiem taki metys nie straszy w nocy. Jakos nie byli z tego powodu w nastrojach imprezowych, chcieli jak najszybciej zasnac i obudzic przy promieniach slonca. Juz prawie zasypiali gdy drzwi stajni skrzypnely i jakas postac wslizgnela do srodka. Mysleli ze to straznik parkowy wlasnie idzie wlepic im mandat. Ale w postaci rozpoznali metysa...widzial go na zdjeciach wiele razy wiec nie mial watpliwosci...
- rany boskie! metys? ale ty przeciez nie zyjesz?????
-to pomowienia.. jak widzicie zyje, tylko nie moge tu przebywac i musze sie ukrywac. Nie pozwole zeby moi goscie spali w stajni! chodzcie do chaty!
Zdziwieni, przestraszeni, calkiem oszolomieni opuscili spiwory i poszli za metysem do chaty. Wewnatrz bylo jeszcze kilku ludzi, zaczely sie spiewy, opowiesci i raczenia sie wzajemne trunkami wszelakimi. Glupio im bylo tak tylko na sepa spedzac impreze, wiec kumpel poszedl do plecaka pozostawionego w stajni po butelke "smirnoff berry" ktora zabral na taka okazje. Jak to zdarza sie w takim momentach rzecywistosc troche sie zamazywala, rozplywala, coraz gesciej osiadala mgla.....

obudzil sie rano.. w stajni metysowki gdzie rozlozyli wieczorem spiworki...sloneczko zagladalo przez pol-otwarte drzwi. Lezal i wspominal swoj dziwny sen o dawnym rezydencie chatkowym.. jakis czas pozniej obudzila sie jego dzieczyna:
- maciek, sluchaj ale mialam sen! snilo mi sie ze w nocy przyszedl tu do nas metys!!!
oblaly go zimne poty i stadko mrowek przebieglo po plecach..:
- jak to? metys snil sie mnie...
Po krotkiej rozmowie doszli do wniosku ze snilo im sie to samo...idealnie to samo..
dystans od spiwora do okna metysowki okazal sie bardzo krotki...ciemno tam, okno nie za czyste..ale dokladnie widac stol.... i stojaca na nim pusta butelke po smirnoffie berry.....