Późny wrzesień, pada od 1,5 tygodnia, człowieka już coś skręca od takiej pogody. W końcu coś się trochę przetarło, postanowiłam iść na połoninę - w końcu jakiś widoczek, po tych opadach się trafi... Idę sobie z Przełęczy, ruch umiarkowany, ale raczej nie uciążliwy. Idę, testuje nowe kijki /na połoninie nie wygodnie/ i nagle z lewej strony szuru buru, hałas, skarłowaciałe drzewa trzaskają - jakby ciężki zwierz się przedzierał. Myślę ki licho, na takim deptaku "duży zwierz" z własnej nie przymuszonej woli? I nagle wychodzi uśmiechnięty Stały Bywalec z kolegą.
Sama żałuję, że nie widziałam swojej miny.
upss już było



Odpowiedz z cytatem