Ja akuracik w Bieski 1 raz pojechałem w portkach, które uszyła mi moja Mama. Kupiła sztuczkę prlowskiego 'dżinsu'. Z jednej mańki był granatowy jak trzeba, a z drugiej jasno-szaro-białawy. Też jak trzeba. I uszyła mi te moje górskie spodnie materiałem na lewą stronę:D Czyli miałem na 'dzień dobry Bieszczady' portki białe jak na promenady sopockie:D Ale tylko do pierwszej wycieczki. Później już nie miałem czasu spierać chlorofilu i błota...
D.
PS: Po pierwszym przełajowym marszu przez Wetlinkę, gdy już ściągnąłem przemoczone porty, miałem nogi ubarwione na granatowo i wyglądało to jak plamy opadowe.



Odpowiedz z cytatem