Zamknięty w czterech ścianach przeglądam zdjęcia. Coś dodaję, coś zdejmę , trochę posklejam resztę wyrzucę. Bieszczadzkie zdjęcia. Będę chciał je powiesić za dwa tygodnie gdzieś tam.
Takie grzebanie w zdjęciach to jakiś środek zastepczy, jakiś erzatz, a może zwykłe otumanienie ( czyli nałóg ) na własne życzenie.
Czy takie nastroje jesiennych depresji można ratować oglądaniem zdjęć i wyciąganiem wspomnień.
Czy lepiej pozazdrościć innym ?
A może wyznaczyć termin i cieszyć sie każdym dniem który nas do niego zbliża ?
TERMIN spotkania - oczywiście z Biesami.


Odpowiedz z cytatem