No i co? Znowu depresja! Widać to choroba przewlekła sezonowa z permamentną reemisją w październiku. Choć byłam przecież TAM na progu października i było pięknieee. Bieszczady miały płomienie we włosach...nie jakieś tam ogniki w oczach! I choć większość włóczegi spędziłam w deszczu, to przecież co wieczór suszyłam się przy żywym ogniu. A teraz został mi tylko bezduszny kaloryfer.
Wracam Tam zimą... może mnie śnieg przykryje i znajdziecie mnie wiosną. A może znajdę czyjeś świeże ślady na śniegu...tylko, żeby nie było jak z tymi potokami, co to prowadzą do innych potoków, a te do kolejnych, bo nie chcę w Bieszczadach trafić na trop pielgrzymki do Rzymu!


. A może znajdę czyjeś świeże ślady na śniegu...tylko, żeby nie było jak z tymi potokami, co to prowadzą do innych potoków, a te do kolejnych, bo nie chcę w Bieszczadach trafić na trop pielgrzymki do Rzymu!
Odpowiedz z cytatem