Mimo wszystko podtrzymuje swoje zdanie. Pracowałam w Laworcie. Przez pierwsze dwa tygodnie harowałam z pracownikami przy sprzątaniu po remoncie. Właściciel osrodka był conajmniej zdziwiony. Dawałam sobie takie same normy jakie musiały wykonac pracownice. Potem pralnia, magiel i kuchnia przy zmywaku. Oprócz tego wykonywałam swoje obowiązki.
Postawiłam bardzo duże wymagania Bieszczadom, swoim współpracownikom, ale jeszcze wyzsze sobie. Jako przewodnik miałam wszystko w agencji. Mimo wszystko odeszłam, po dwóch tygodniach zaczęłąm sobie dawać radę jako zawodowy przewodnik na wolnym rynku. Pracuje czasami po 20 godz. dziennie. Dziś zakładam własna firmę. Będę dalej intensywnie pracować. Mam stałych klientów. Tu liczy się także aspekt finansowy. Premie od biur, napiwki od grup i prezenty to są te pieniądz, które przeznaczam na dokształcenie i reklame.
Cóz mogę powiedzieć. Jako przewodnik kilkakrotnie byłam w podbramkowej sytuacji. Raz nie wiedziałam jaka była powierzchnia łana w okolicy Leska, drugi raz nie potrafiłam nazwac rzadkiej skłały występującej tylko na naszym terenie w łusce Bystrego. Siedziałam po nocy, następnego dnia potrafiłam odpowiedzieć turyscie na pytanie.
Tak wykonuje zawód słuzebny w stosunku do turysty. podobnie jak boje, pokojówki, manadżerowie.