Długi, Ezechiel - Władcy Północy.
Naprawdę chodzenie zimą byłoby całkiem łatwe, gdyby nie ten śnieg, wiatr i temperatura.
Wiem, że nie są, ale łatwiej kogoś przekonywać do racji nawiązując do mitologii bieszczadzkiej. ;-)Nie są znane wypadki ofiar pochłoniętych przez wilki.
Temat na dziś JEDZENIE.
Człowiek torujący drogę, nawet na zmianę z innymi potrzebuje około 3500 kalorii, Doliczywszy do tego energię idącą na utrzymanie ciepła otrzymujemy wynik około 4500. To prawie dwa razy więcej niż na codzień. Podstawą jest solidne śniadanie (koniecznie na ciepło) Płatki, muesli, czekolada, mielona, chleb, i dużo wody. Warto wchłonąć nieco soli (np. w platkach), aby zapobiec odwodnieniu, ale bez przesady. Jedna czy dwie łyżeczki wystarczą na dzień marszu. Marek Kamiński, w trakcie wypraw do muesli dodawał łyżeczkę oleju, aby uzupełnić tłuszcz.
Chyba od następnej wyprawy (Cisna-Smerek-Kalnica-Połonina Wetlińska-Połonina Caryńska, luty, namiot, 3 osoby) zacznę stosować ten patent.
W trakcie wędrówki nieoceniony jest termos z ciepłą herbatą, kanapki i batoniki. Jeśli ktoś nie zna swojego organizmu nie polecam Gluckardiamidu, choć działa najskuteczniej w chwilach kryzysowych. Podobno Polopiryna, z powodu zmniejszenia krzepliwości krwi, pomaga zapobiegać odmrożeniom.Jak sprawdzę to opowiem.
Nie warto lekceważyć obiadu, po powrocie z wyprawy. Wbrew pozorom człowiekowi nie zawsze chce się jeść. Czasem apatia zniechęca do jedzenia i picia i trzeba się zmuszać do konsumpcji. Regeneracja sił jest ważna.
Na pocieszenie dodam, że marsze w kopnym śniegu wyrabiają piękną sylwetkę. Po prostu tłuszcz jest szybko zamieniany na kalorie. Ja po każdym namiotowaniu zimowym chudnę ok. 3 kg.
Na deser polecam swoją relację z Sylwestra.


Odpowiedz z cytatem