Ostatnio korzystałam z plecaczka 60 l na tydzień. Nie uważam, żeby okazał się za duży - bynajmniej nie dlatego, że jestem kobietą. Połowę jego zawartości stanowiło jedzonko, z którym trudno by mi było się rozstać z uwagi na niewystarczającą ładowność plecaka. Z drugiej strony przyjemną rzeczą jest fakt, że w takich wypadkach balast staje się z dnia na dzień coraz lżejszy - nogi nie mają prawa narzekać. Przyznaję, że nadmiar miejsca w plecaku zachęca do dźwigania ciężarów, ale wolałabym to, niż ekwipunek pewnego hiszpana, który wybrał się w Himalaje z "kostką" zaopatrzoną w szczoteczkę do zębów, czekoladę i majtki na zmianę. Nie wiem niestety jak się zakończyła jego wędrówka, ale pomimo wielkiej mojej miłości do czekolady jestem raczej pesymistką...
pozdrawiam


Odpowiedz z cytatem