Jak jest zimno, to trzeba się ciepło ubrać
Zaczynałem zimowe chodzenie w zwykłych "szarikach", ciepłe gacie, skarpety wełniane robione na drutach przez znajomą babcię. Ochraniacze na nogawki zrobione z rękawów starego płaszcza ortalionowego koszula flanelowa, swetr wełniany, z kilograma surowej owczej wełny - grzał przez gryzienie. Od deszczu i wiatru sztormiak rybacki kupiony w sklepie zaopatrzenia rybackiego we Władysławowie. Był tani jak przysłowiowy barszcz i wściekle żółty. Od wielkiego mrozu kurtka puchowa "Kętrzyn" cudem zdobyta w sklepie fabrycznym. Jedynym w pełni profesjonalnym wyposażeniem były buty. Produkowane w Wałbrzychu "Himalaje". Później na zwykłe portki wkładałem spodnie narciarskie, kupione tanio na giełdzie. Można usiąść w śniegu, bez obawy o przemoknięcie i ... wilka.Rękawice wełniane z palcami i na nie wkładałem ortalionowe "łapki". Ostatnio (z dziesięć lat temu ) kupiłem ocieplany anorak - kombinezon roboczy, z ortalionu. Liczne zamki w przeróżnych miejscach pozwalają na przewietrzanie i marsz z obciążeniem i nie ugotować się. Gdzieś w dziale miłośników chatek jest moje zdjęcie w tym anoraku.
Miałem też na dogrzanie grzejnik katalityczny (benzynowy). Wrzucony do śpiwora pozwalał przetrwać chłodną noc w byle jakich warunkach ( na stryszku w Łopience ).
Mam mało zdjęć z tego okresu, bo robiłem slajdy, a w skrajnych warunkach aparat "zamarzał", nie działa automatyka lub migawka.
Poczytaj inne posty o zimowych wędrówkach - wynika z nich jedno: w skrajnych warunkach trzeba umieć powiedzieć sobie - dość i zawrócić. Zbyt ambitnych potem znosi GOPR.
Miłych wędrówek
Długi