Poranek (około 6 rano)... Łagodne światełko łaskocze po policzkach dostając się przez milimetrowe szczeliny... "Ale zimno, cholera... Jak wstanę to może szybsze krążenie podniesie mi wewnętrzną temperaturkę"- pomyślałam nie otwierając jeszcze oczu. "Raz, dwa, trzy... Wstaję"- ... Ala chrapie smacznie... Porozglądałam się w półmroku siedząc na brzegu pryczy przez chwilę... Pozwoliłam owemu krążeniu się przebudzić i potuptałam w kierunku drzwi. Trzaaaaaask wydłużone otwieraniem (jak najciszej), rozbudził Alę na tyle, że przewróciła się na drugi bok i... zaczęła miarowo chrapkać sobie dalej :D... "Śpi, ok."- wyszłam z chaty i zaciągnęłam świeżego powietrza. Mgliście, bezwietrznie a szumnie... W dole lasu mgły, nie czuć wiatru na poruszenie się choćby włosów... To liście koron drzew, wysoko, rozbrzmiewały szumnym "Dzień Dobry"... pospacerowałam troszkę wokół chaty, rozpatrzyłam parę zaczepnych myśli apropos dnia poczym ziewnym "idę jeszcze do śpiworka" odpowiedziałam koronom i zawróciłam do chatki. Ala ciągle spała. Tego byłam pewna (dźwięczne chrap chrap ;D)... Wskoczyłam szybciutko do śpiworka i zasnęłam...
"kukurykuuuuu... kukurykuuuuu... Kuku..."- "choleeeerka, gdzie on jest!..."- mam. Patrzę na zegarek i nie mogłam własnym oczom uwierzyć, jak twardy sen można mieć z samego rana. Wydawało mi się, że nie dalej jak 5 minut wcześniej byłam przed chatką i mgły widziałam a tu... godz. 9.00!.. Ala przebudza się nieśmiało, ale jeszcze nic nie mówi... Dopiero za parę minut (przewracała się z boku na bok w między czasie :)) zabrzmiało cichutkie "czeeeeść"... :)


Odpowiedz z cytatem