A czy aby na pewno bylo ich tylko cztery? Bo te zjadliwe bestie przeważnie atakują całą watachą złożoną z kilkunastu sztuk.A i jeszcze jedno pytanie: to czy ten nieszczęsny 17 latek miał czerwony kapturek?A może to były tylko psy co patrzyły na niego wilkiem?
A dla zainteresowanych tematem to polecam pielgrzymkę w dolinę wsi Kamionki k/ Kalnicy gdzie jest pozostalość po kapliczce postawionej w miejscu w którym wilki zjadły leśniczego. Tak, że ów wybraniec grasującej i jakże niebezpiecznej watahy może czuć się szczęśliwcem bo gdyby nie światla samochodów to skończył by jak tamtem sławny leśniczy.
Ps. A tak na marginesie to czy ktoś sobie kiedyś zadał pytanie o to jakie kwoty pieniężne trafiają do kieszeni hodowców z tytułu odszkodowań? Jakie są zabezpieczenia przed atakami? No i jeszcze jedno: rzadko się zdarza by jakaś szkoda była nie uznana na korzyść poszkodowanego co daje duże możliwości do wszelkiego rodzaju nadużyć. I najważniejsza sprawa tak oczywista że każdy ją pomija......wilk jako wolny drapieżnik jest głównym i jedynym (poza tzw. kłusownikami) konkurentem myśliwych co zgóry go skazuje na pozycje głównego szkodnika i sprawce wszelkiego nieszczęśćia.


Odpowiedz z cytatem