Cytat Zamieszczone przez Derty
Jako pierwszych wymieniłbym sąsiadów owego sołtysa gardłującego przeciw wilkom. Założę się, że 70% z nich kłusuje lub kupuje od kłusowników mięcho leśne. A może nawet więcej niż 70%. Więc niech się nie dziwią, że wilcy do nich przychodzą po michę. Czy kto policzył jaki kłusownictwo ma wpływ na wyżywienie wilków?
No tu jest imho spory konflikt. Wspominałem juz pare razy, że rozumiem idee gospodarki łowieckiej i jest ona niezbędna, zatem do przeciwników polowań sięnie zaliczam - jesli przytacza sie jakies dane, itp to dla ogólnej informacji a niekoniecznie za lub anty czemus tam. Ale ja nie o tym.
Konflikt jest w tym co piszesz o kłusownikach. Albo dane są z sufitu (70% - zresztą nieważne czy to jest 50 czy 60 czy 70) albo dane są w miare wiarygodne i wtedy przeczy to sposobie prowadzenia odstrzału na danym terenie. Czemu? Z tej prostej przyczyny, że jeśli wiem że kłusole wytłuką 70%, to o zblizoną liczbę zmniejszam selekcje żeby wyrównać stan (w uproszczeniu: nie zabierać wilkom pozywienia). Jeżeli tak jest to ok, ale zdaje się, że jest tak, iż ubytków z kłusownictwa nie bierze się pod uwagę lub nie w takim stopniu jak wystepuje (nie wiem - gdybam).. Krótko mówiąc co to obchodzi wilka kto mu zabiera pożywienie? Natomiast myśliwych powinno obchodzić bo obliguje ich do tego statut PZŁ i tak gospodarować. Idąc tym tokiem rozumowania (byc może niesłusznym) jeżeli gdzieś jest za mało sarny czy jelenia, to jest to głównie wina mysliwych. Kłusownik jest tu "siłą wyższą" (on nie odpuści, mysliwy może odpuścić), bo jesli nie ma sposobu aby go wytepić (a wygląda na to że nie ma) to trzeba się nauczyć obok niego żyć.