Archeolog się znalazł.Taki stary wątek odkopał…
Więc tak (pamiętajcie moi drodzy, że, od więc nie rozpoczyna się zdania):
1. Doktoratu nie zrobiłem z kijków, ani z niczego innego też nie, ale wszystko przede mną jest.
2. Z kijkami chodzę od kilku lat. Nie tylko po górach, ale i po nizinach też. Pięćdziesiąta siódma Pyra może to potwierdzić. Fakt, najpierw chodziłem z jednym kijkiem, ale szybko zmieniłem obyczaj i wziąłem po jednym do każdej ręki.
3. Pierwsze kijki były firmy Leki, czy jakoś tam, ale się jeden wygiął. Jeszcze mam oba, ale chyba z sentymentu, bo jeden jest popsuty i niczemu już nie może służyć. Można spojrzeć na to z innej perspektywy JEDEN JEST DOBRY!!!
4. Następne kupiłem w markecie za 30 PLN. Dobrze mi się z nimi chodziło do momentu, kiedy jeden się nie złamał. Kijki mają to do siebie, że jeżeli siła nacisku na kijek nie jest zgodna z osią wzdłużna kijka to ulegają one wygięciu lub złamaniu. (to zdanie pasuje mi do doktoratu, muszę je zapamiętać). Złamałem go usiłując wyciągnąć nogę, która wpadła do bobrowego M ileś tam. Gdzie to było nie napiszę, bo znowu niepotrzebne dyskusje będą.
5. Od tego czasu kupiłem dwa komplety kijków w markecie. Były trzy częściowe, z amortyzatorem i z rączką z tworzywa sztucznego. Miały one opaski ( czy jak to się tam nazywa na stałe przymocowane do Kijków. Lubiłem je...Kiedyś je pożyczyłem i już do mnie nie wróciły. W zamian dostałem od pożyczkobiorcy inne. Nie marketowe, może nawet markowe one są. Dwu częściowe i z opaskami takimi fikuśnymi odpinanymi od kijków. Ino nijak nie mogę ich odpiąć. Nie dają się odpiąć, czyli „odłączenie” kijków od rąk jest bardziej upierdliwe niż przy tych marketowych. Mają one amortyzatory i korkowe rączki.
Szybkie wnioski nieusystematyzowane od najważniejszego do najmniej ważnego, ino jak lecą i do łba wpadają:
1. Chodzenie, wchodzenie i schodzenie z kijkami jest łatwiejsze niż bez nich.
2. Znawca tematu /Instruktor Nordic walking/ ręce załamuje widząc mój styl chodzenia, ale niewiele sobie z tego robię, bo chodząc stylem bertrandowym mniej się męczę niż chodząc stylem klasycznym.
3. Kiedyś chodząc nie po płaskim bolały mnie kolana. Od czasu, kiedy podpieram się kijkami tylko wiem, że mam kolana jednak ich nie czuję.
4. Amortyzatory w kijkach są niepotrzebne tak jak klimatyzacja w rowerze. Możecie mieć inne zdanie na ten temat. Nie będę polemizował z prostej przyczyny – bo nie!
5. Korkowe rączki są o niebo lepsze, niż te z tworzywa sztucznego. Dłonie się pocą i na skórze mającej kontakt z tworzywem mogą powstać odparzenia.
6. Kupując kijki z odpinanymi opaskami sprawdzajcie, czy aby się odpinają. Bo jak nie, to przepłacacie.
7. Trzy częściowa zajmują mniej miejsca po złożeniu niż dwu częściowe.
8. Dla Starego Dziada /który jeszcze nie ma zamiaru nigdzie spieprzać/ nie ma znaczenie waga kijków. Ja podjeżdżam na miejsce wyjścia na szlak /albo gdzieś indziej - Boże broń nie do rezerwatu jakiegoś/, połażę albo pochaszczuję sobie i wracam do auta po kilku godzinach. Nie noszę na plecach namiotu, śpiwora, moskitiery, kuchenki turystycznej, piły łańcuchowej i innego niezbędnego wyposażenia turyście chodzącemu kilka dni w terenie. Ja po kilku godzinach spędzonych w górach, dolinach, czy na cmentarzach w lasach wracam do cywilizacji /czytaj do pokoju z łazienką, do której się wchodzi bezpośrednio z pokoju/ Kłaniam się nisko Pastorowi!
Ot i tyle Bertrandowych przemyśleń po wezwaniu do tablicy.
Pozdrawiam



Odpowiedz z cytatem