Dojechaliśmy do Szwejkowa. Ciemno, głucha pustka i wycie wilków :) , żywego ducha...
Na drzwiach kartka : Jestem w N. Łupkowie w Barze pod sosną, Krystyna.
Na to jedziemy z powrotem. Witamy się z Krysią, poznajemy nowych znajomych, Zdzisława i Stefana - gości Krysi. Bar jak bar. Pierogi i owszem, owszem choć trochę za ostro przyprawione.
Po pierogach przysiada się gospodyni baru, Bożka jestem, ze swoimi gośćmi. Robi się coraz przyjemniej. Jak w takich wypadkach zupełnie nie wiadomo jak na stole znalazła się flaszka i kieliszek. W Twoje ręce ... druga flaszka i zaczęły się tańce, hulanki swawole. Tylko te 800 km i cała noc jazdy...i baletki na nogach. Po 22.00 stwiedziliśmy, że mamy dość i pojechaliśmy do Szwejkowa. Spać.
Długi


Odpowiedz z cytatem