Mimo pogody większą część dnia spędzamy w samochodzie. Najpierw podjeżdżamy do Łopienki. Nieodmiennie zachwyca mnie urok miejsca, cerkiewki, atmosfera i cisza.
Idziemy w kierunku Korbani, dla widoków. Jest pięknie. Byliśmy tu w maju. Wtedy kwitły jabłonie, znacząc miejsca dawnych domostw i szaleństwo ptasich treli. Teraz tylko gile przysiadły na tarninie. I cisza. Pod cerkiew zajechali jacyś turyści. Głośno dziwili się, że tak wszystko otwarte, nikt nie pilnuje. Wracamy do autka i jedziemy do Krywego. Tosia w swojej serdeczności odpaliła Jepa (czytaj jak napisane) i wyjechała po nas na górę.
Zapakowaliśmy graty i jedziemy. Droga jest idealna. Kto tam był ten wie, że błoto i koleiny w "dołku" były trudne do przejścia, o przejechaniu nie mówiąc. Teraz równo, sucho, można zjechać "osobówką" bez problemu. No, po deszczu były by problemy z wyjechaniem
Po rozpakowaniu i zadomowieniu się nastał przymiły wieczór z gospodarzami. Przemiły również z powodu ukraińskiego piwa oraz koziego sera , wędzonego, z ziołami - specjalność Tosi. Jeżeli kiedyś Was zagna droga w tamte okolice - polecam Tosine sery.
Długi


Odpowiedz z cytatem