Pokaż wyniki od 1 do 10 z 40

Wątek: Długiego tup tup tup...

Mieszany widok

  1. #1
    Botak Roku 2017 Awatar długi
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Sopot
    Postów
    2,387

    Domyślnie Długiego tup tup tup...

    Wieczorem wiatr przycichł, zaczęło padać. Najpierw dość intensywnie, około 23 przeszło w mżawkę. Mimo niezachęcającego wieczoru dzień wstał ładny. Lekki przymrozek ściął błoto na twardą grudę. Wychodzimy wcześniej niż zwykle. W połowie podejścia pod Ryli dobiega nas potężny chrapliwy ryk. Ciarki przeszły mi po plecach. Niedźwiedź??? I jeszcze raz, gdzieś od młaki.
    Kolejny ryk ... jednak wyraźnie od obory. Niedźwiedź w oborze??? Nie to krowia rozpacz. Tosia wczoraj oddała cielęta. I biedna krowa całą noc ryczała z żalu. Do rana tak schrypła, że ryki jakie wydawała były wcale nie podobne do dobrze znanego muuuu.
    Pomachaliśmy Tosi krzątającej się przy dobytku i ruszyliśmy dalej, do Chmiela. Autko porzucamy na końcu wsi i kierując się oznakowaniem ścieżki wspinamy się na Otryt. Oznakowanie jest przyzwoite, więc bez problemów docieramy do chaty. Po drodze trochę widoków, piękny starodrzew, ptasi drobiazg. Jastrząb z Otrytu nie pokazał się. Niedźwiedzica, miłośniczka lodów też gdzieś się zaszyła. W chacie też nikogo, nawet gospodarza, dzika pustka i wycie kojotów Wchodzimy na szlak. Ten rejon Otrytu jest mi nieznany. Jestem tu pierwszy raz. Między drzewami otwiera się widok na Smerek. Widoczność lekko zamglona, ale przecież widać. Czasem trzeba się domyślać, czy to góra czy chmura, ale i tak jest pięknie. Partie niższe są prawie czarne, a tak powyżej 700 m biało. Jeszcze nie śnieg, ledwo szron, a krajobraz ma coś z japońskiej grafiki.
    I cisza. Szelest lekkiego wiatru w gałęziach potęguje wrażenie spokoju i uśpienia przyrody. Schodzimy ze szlaku i idąc w dół trafiamy na jakąś drogę zrywkową. Busola w garść, sprawdzam kierunek. Prawie się zgadza. Prawie czasem stanowi dość dużą różnicę, ale co mi tam. Nigdzie się nie śpieszę. Droga odbija trochę za nadto w lewo. Zostawiamy ją i wpadamy do jaru jakiegoś potoku. Zadziwiają nas stare buki, na wpół spróchniałe, dawno powinny się zwalić, a jednak stoją, trwają na przekór czasowi. Płoszymy jelenia. Młodziak bez imponującego poroża i bez towarzystwa dam. Za to zupełnie niefrasobliwe sikory (sosnówka) siadają prawie na wyciągnięcie ręki. Sięgam po aparat, ale one, wstydliwe ptaszyny tylko frrrry, i już ich nie było. Idziemy chwilę dnem potoku, aż wychodzimy na dość dużą polanę wyrębu. Stąd już drogą, błogosławiony mróz, docieramy do Chmiela i autka. Jest jeszcze wcześnie, więc jedziemy di Dwernika, do Piekiełka. Lokal czynny, w środku kilkoro stałych gości, pierogów nie ma i nie będzie. Lekko zawiedzieni wracamy do domu.
    I to był ostatni dzień naszych spacerów po okolicy.
    Następnego dnia pojechaliśmy do Ustrzyk Dolnych zawieźć obiecane Pani Grażynie materiały. Na rynku uzupełniamy zapasy chałwy i nie tylko i jedziemy do Karoliny i Witka, do Serednego. Po drodze zaczyna sypać. Robi się baśniowo.
    W Serednem powitano nas niezwykle serdecznie. Karolinę znałem tylko z internetowych spotkań na forum. Witka poznałem, gdy trzymał tabun na Krywem, na zimowowisku. Przywieźliśmy wtedy parkę kóz kameruńskich dla Tosi. Niestety kozy nie przetrzymały zimy. Jedna padła łupem wilka, druga zimna. Witek ma lekkie wyrzuty sumienia, że nie dopilnował, ale jednak Kamerun to nijak nie jest podobny do Bieszczadów. Sam też poniósł dotkliwą stratę, bo niedźwiedź mu zabrał jedną klacz. Powspominaliśmy stare dzieje, pogadaliśmy o koniach. O koniach można nieskończenie... A śnieg sypie
    Dzieci szaleją z radości. Jutro będą sanki, będzie lepienie bałwana... mama dasz ten garnek na kapelusz? Mama, a mamy marchew na nos. Tylko dzieci potrafią się tak żywiołowo cieszyć. Miło się gwarzy, ale sypie i trzeba wracać. Witek odstawia Niwę na górę - stara praktyka, z dołu można nie wyjechać. Nasze autko zostało na górze, więc nie mamy tego problemu. Po drodze widzimy lisa - wcale nie był rudy. Dla niego śnieg to raczej powód do smutku. Trudniej o upolowanie czegoś do jedzenia.
    Ostrożnie jedziemy stokówką, łańcuchy zostały w domu. Jeszcze jedno stado jeleni przy drodze. Tym razem 6 sztuk. Wyjeżdżamy na szosę. Ku naszemu zdziwieniu z drugiej strony Otrytu, w Chmielu, Zatwarnicy śnieg wcale nie padał.
    I to koniec naszego tuptania. Tosia na drogę obdarowała nas pokaźną ilością sera koziego z ziołami, wędzonego. Starczyło dla nas i dla przyjaciół, którzy tym razem nie mogli z nami wędrować.
    Nie spotkałem sera o tak znakomitym smaku
    Długi
    Załączone obrazki Załączone obrazki

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Połonina Równa- zdjęcia z długiego weekendu majowgo
    Przez przemek p w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 21-06-2009, 20:25
  2. Niedługa relacja z niedługiego pobytu w Bieszczadach (12 - 20 maja 2008 r.)
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 14-06-2008, 22:57
  3. Długiego przygody w Bieszczadzie
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 52
    Ostatni post / autor: 23-06-2006, 14:03

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •