"...cegła nigdy nikomu nie spadła na głowę ni z tego, ni z owego..."
"...cegła nigdy nikomu nie spadła na głowę ni z tego, ni z owego..."
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Samotnie nie wyszedłbym na jakąkolwiek zimową wędrówkę. Połoniny, ze względu na ekspozycję, są mocno niebezpieczne w momencie zalamania pogody. Wiatr, deszcz ze śniegiem i problemy gotowe.
Odnośnie trawersu Jasla. Głupotą jest realizować dłuższe wyjścia zimowe bez rakiet (tego się nauczylem), w niesprawdzonym towarzystwie (to już wiedziałem) i bez doświadczenia (w toku). Akurat nauka wyniesiona z tamtej akcji mówi: "Dobry zespół jest niezbędny w zimie". Sam wysiłek torowania, noszenia sprzętu etc. sprawia, że solowe przejście zimowe jest ryzykanctwem. O ile w pozostałych porach roku, samotność stanowi dla mnie dpuszczalny margines ryzyka, to zimą nosi ona tylko cechy głupoty. Może mam za mało doświadczenia na solówki zimowe, i za kilka lat dojdę do etapu wyżeraczy. Na razie radzę zimowanie zacząć od łatwych tras pokonywanych w zespole.
http://forum.bieszczady.info.pl/show...?t=2555&page=2 - relacja z trawersu. Można wynieść trochę nauki z naszych błędów.
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=1191 - temat o samotnym wędrowaniu
Ostatnio edytowane przez Ezechiel ; 29-01-2007 o 17:07 Powód: Uzupelnienia
Pozdrawiam z dalekiej północy,
Marcin.
A ja z tego wszystkiego wypije za tych co polegli na posterunku i za tych co zostali w lesnej gluszy i za tych co zeżarli wilcy i niedziwiedzie. Za piekne kobiety i szybkie qady. Wypije za tych odwaznych co ida w las nie zwazajac na nic poswieca sie na kazde ryzyko byle by tylko isc przed siebie dalej i dalej wiciaz i wciaz jak i zaciaz i z ta mysle spuszcze sie do jakies dziury kanalizacyjnej.
[Moderator]: Nie na temat!
Ostatnio edytowane przez Piotr ; 30-01-2007 o 06:28 Powód: Regulamin
dla mnie to jest doswiadczenie ktore wykracza poza wartosci madrosc,glupota.moze zabrzmi to dziwnie ale to jest jakby kwestia religijna.
jesli dopisuje zdrowie i kondycja po prostu ide.czas na nizinach spedzam dosc aktywnie wiec na ogol jestem przygotowany.stopniuje wysilek,pierwszego dnia ide dwie trzy godzinki i biwak.majac juz pewne doswiadczenie w zimowych wycieczkach (np.w zeszlym roku dukla-polany surowiczne-komancza-cisna-lopienka)wiem ile kilogramow moge dzwigac w zaleznosci od grubosci pokrywy snieznej.aklimatyzuje sie,wczuwam w organizm,bywa,ze sie wycofuje-siedze cztery dni w schronisku i sobie spaceruje po okolicy.nie ponosi mnie ambicja zdobywcy,panuje nad soba.
oczywiscie moze zdarzyc sie cos takiego jak skrecenie nogi czy podobna z pozoru nie grozna usterka,ktora w tych warunkach moze zabic..
takie ryzyko istnieje zawsze gdy czlowiek zmaga sie w samotnosci z zywiolem.uwazam,ze arbitralne stwierdzenia,ze cos takiego to madrosc lub glupota sa nie na miejscu.czesto ludzie wyrazaja ten poglad odnosnie wspinaczki,zeglugi czy innych ekstremow,zwykle powody sa dwa:brak poczucia tematu i strach.ja tez sie boje.strach jest potrzebny.samotne wyjscia zimowe to dla mnie gleboki kontakt z natura,z moja natura,z natura w ogole gdzie zanika poczucie "ja".to jest moj rozwoj.nie wyglaszam prawd uniwersalnych.nie uwazam,na przyklad,ze kazdy powinien tak robic.jesli jednak chce przejsc biegun,przeplynac atlantyk,pojsc w himalaje czy bieszczady,rozumiem,czuje.uff ale sie rozpisalem..pozdrawiam serdecznie
gdybym sam nie jezdzil w bieszczady,prawdopodobnie w ogole bym nie jezdzil..no w kazdym razie bardzo rzadko.tak sie jakos sklada,ze gdy ja mam czas ewentualni kompani sa zajeci itd.nie mam z kim..
poza tym samotne wedrowki sa dla mnie najlepsze.slow brak zeby to wyrazic;nie chce mi sie teraz wierszy pisac,bo tylko poezja moze oddac te chwile w gorach.nie poswieca sie czasu i uwagi drugiemu czlowiekowi -jeno sobie i bieszczadom..
czytam tu rozne wzmianki o niebezpieczenstwie,niektorzy az w tatry zaszli :) kochani nie ma o czym gadac.odludzie dla czlowieka to ryzyko.zycie albo smierc;ale jakie zycie!!smierc pewnie tez lepsza niz w kapciach przed telewizorem.
czemu nie wchodzmy?nie pojmuje..ale dzieki.najlepszego!
Bo o tym sie rozmawia przy ognisku patrzac w zar badz wpatrzonym w gwiazdy a nie na tym ugorzoe mentlnym forumowym
jesli taka twoja wola to nie..ja moge i tu i tam.wole pogadac o czyms co wydaje mi sie istotne anizeli tylko se jaja robic.w koncu siadlem do kompa i czas leci,wole go zatem spedzic jakos konkretniej.jaja wole w knajpie czy na imprezce.moge rzecz jasna czasem w dadaizm sie pobawic...
Coz ci moge powiedz atawizmy w postaci zakodownych zachowan sprawiaja ze najlepiej sie rozmawia przy ogniu badz przy gwiazdach anie klepiac w klaiwture na sucho piszac banialuki.Poza tym wycinasz sobie caly przekaz werbalny i nawjwazniejszy niewerbalny.
To kwestia indywidualnego poziomu bariery ryzyka. Dla mnie samotnicza wyprawa zimowa to zdecydowane naruszenie owej bariery. Podobonie jak wszystkie wypowiedzi na forum, nie jest to prawda "uniwersalna", ale tylko wnioski z własnych doświadczeń. Ktoś o innych doświadczeniach, możliwościach - może mieć inne. (Metafizyka samotności jest mi znana, od kilku lat chodzę samotnie po B. i BN.) Powodzenia życzę na szlaku.
Odnośnie "wyczucia organizmu", w pełni się zgadzam. Samotnik musi świetne znać swoje odruchy i możliwości.
Pozdrawiam z dalekiej północy,
Marcin.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)