Witam Anię i Dzordza na forum
bertrand236
Witam, Bertrand, bardzo mi miło.
Chyba się tu zadomowię; posłucham sobie, co ludzie myślą o samotnikach/samotniczkach na szlaku.
Osobiście twierdzę, że każdy może sobie wędrować sam, jeśli tylko zachowa wszelkie środki ostrożności. A tyczy się to zarówno własnych sił, wyposażenia jak i otoczenia. Jak sięgam pamięcią, zawsze największą przyjemność czerpałam z samotnych podróży. I jak dotąd nie spotkało mnie absolutnie nic nieprzyjemnego. Aczkolwiek moje wędrówki są przemyślane i skalkulowane właśnie pod względem łazikowania w pojedynkę. Mogę nawet stwierdzić, że mnóstwo nieprzyjemności przydarza mi się raczej w drodze na zakupy po mieście lub w autobusie rano w drodze do pracy. Na szlakach miałam przyjemność poznawania ludzi, którzy byli serdeczni, pomocni i przyjacielscy. Byli to zazwyczaj "tubylcy". Z turystami trochę gorzej...
Jeśli zaś chodzi o warunki ekstremalne - cóż, nie pcham się w ekstrema idąc sama. A nóż widelec w środku puszczy skręcę kostkę, komórka straci zasięg a zegarek wskaże godzinę bliskiego zmierzchu! Nie należę do ludzi zwiększających ryzyko z każdą wyprawą. Raczej zwiększam ilość zachwytów nad przyrodą i krajobrazem i zapisków filozoficznych pisanych pod wpływem cudów tego świata.
Każdy z Was docenia zapewne różnicę między pospiesznym śniadaniem w biegu do pracy a zwykłym chlebem z masłem jedzonym o rześkim poranku, siedząc na kamyku i wpatrując się w ciszy w ogrom przestrzeni naokoło siebie, zastanawiając się, którą by tu drogę wybrać i ile motyli dziś przefrunie przede mną.
Ach, poniosło mnie...
Uważam, że sposób wędrowania ściśle zależy od celu wędrówki. Chcesz usłyszeć swoją duszę - idź sam i zabezpiecz się. Chcesz pobyć z przyjaciółmi, bo to jedyna okazja w roku - idźcie razem i dograjcie się.
Czy dyskusja ma tu sens? Porady na wagę złota, ale chyba nic poza tym.
Opowiem jeszcze Wam o dodatkowym ubezpieczeniu podczas samotnych tras. Jeśli widzę, że zbliżające się homo sapiens nastawione jest nieco przekornie, biorę psa do nogi, udaję, że nie mogę go utrzymać na smyczy i głośno wołam "Bandzior, spokój!"
Działa w każdym przypadku jednakowo: osobniki agresywne w milczeniu przechodzą dalej odsuwając się na odległość min. 5 metrów...
Z całym szacunkiem ale wędrujesz we dwoje. Najlepszym towarzyszem łazikowanie jest dla mnie właśnie pies. Z nieżyjącym Buranem przewędrowałam Bieszczady i okolice. Wybierał drogę lepiej ode mnie. Witam was oboje na forum.
Witam,
Wydaje mi się że kłopot chodzenia samemu dotyczy wybieranej drogi. Bieszczeady nie są to specjalnie trudne góry, nie trzeba poręczować, brak łańcuchów itp sprawia że są to góry dla przeciętnego śmiertelnika mającego jakieś pojęcie na temat chodzenia po górach. Nie mówie, ze dla każdego bo żeby iść samemu trzeba mieć jakąś wiedzę na ten temat, tym bardziej w bieszczadach, gdzie szlaki bywają bardzo różnie znakowane, czasami wogóle brak oznaczeń (niebieski szlak z Sanoka), hehe.
Sprawa zaczyna się komplikować gdy chcemy połazic sobie na dziko, bez ścieżek, chcemy skorzystać ze strumyków, jarów itp. Kiedy zaczynałem swoja przygodę z chodzeniem na dziko, przez 2 sezony chodziłem ze znajomymi, którzy byli bardziej obyci w temacie - teraz w zasadzie wolę pochaszczować sobie niż wspinać się na połoniny. Nie dlatego, że nie lubie ludzi ale jest to dla mnie zawsze jak jakieś wyznanie, nigdy nie wiadomo co się przydaży, nie wiadomo czy sie trafi (zapraszam do relacji 'Na dziko przez Łopiennik').
PS. Kiedys to były czasy jak nie było komórek! Ale namawiam do ich noszenia, nie wiadomo kiedy się przydadzą !!
bieszczadzkagaleria:
www.rudak-galeria.pl
Jak już mówimy o ryzyku samotnych wędrówek poza szlakiem lub po szlakach trudniejszych, niż bieszczadzkie... OK, trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Ale znacznie bardziej niebezpiecznie czuję się przemierzając samochodem polskie drogi jadąc w góry, (wśród różnej maści furiatów, zestresowanych, pijaków, ścigantów za dychę czy kapeluszników) niż nawet na najbardziej niebezpiecznych szlakach w niepewną pogodę. Na szlaku jak mnie coś (odpukać) trafi to przynajmniej będę wiedział że z własnej winy.
ja z psem nie chodze bo w przypadku spotkania z misiem moze napytac biedy..
Drodzy bieszczadnicy samotnicy wasze rady sa nieocenione wrecz, dzieki nim bede mogl chodzic bezpieczniej po szlakach w dzikich i niebezpiecznych gorach. Dzis spokojniejszy pisze te slowa wyszalalem sie w jamie, troche miesnie poprezylem sobie i wystarczy mi. Pamietajcie ze punkt myslenia zalezy od punktu stania. Acha jezeli szukacie prawdziwej wiedzy to nie na tym forum dla grzecznych dziewczynek.
bieszczadzkagaleria:
www.rudak-galeria.pl
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)