szanowni panstwo proponuje nie poruszac jalowej kwestii isc czy nie isc samotnie w gory...to bicie piany
jesli ktos praktykuje samotne przejscia (o kazdej porze roku)prosze,niech podzieli sie ze mna swoimi spostrzezeniami.
jako zaprawe i wstep do wyjscia w wyzsze partie stosuje najczesciej taka mniej wiecej zaprawe:(mowa o zimie,bo mamy wreszcie zime)miesiac przed wyjazdem zaczynam 20-40km spacery,dwa trzy razy w tygodniu,jesli mam czas,jesli nie-ruszam nogami na silowni.dwa tygodnie przed wyjazdem zaczynam kurs z 15-20kg plecakiem po klatce schodowej-z dolu do gory i z powrotem.czasem fajnie wypadaja konfrontacje z sasiadami..
dwie,trzy, zdarzalo sie cztery noce przed wyjazdem sypiam na zewnatrz-w ogrodku przed domem:)
no i jade..
zdarzaly sie wyjazdy bez wspomnianego przygotowania i tez bylo fajnie ale nie da sie tego porownac z wyjazdami przygotowanymi.od niemal pierwszego podejscia rowny oddech,rytm,zadnego szoku,cialko juz to zna..czysta przyjemnosc.


Odpowiedz z cytatem