ha! mam WAS! właśnie się znalazł kompan na moją wycieczkę w marcu. ziom z harc. teraz już będzie bezpieczniej nieco :D
ha! mam WAS! właśnie się znalazł kompan na moją wycieczkę w marcu. ziom z harc. teraz już będzie bezpieczniej nieco :D
"...cegła nigdy nikomu nie spadła na głowę ni z tego, ni z owego..."
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Samotnie nie wyszedłbym na jakąkolwiek zimową wędrówkę. Połoniny, ze względu na ekspozycję, są mocno niebezpieczne w momencie zalamania pogody. Wiatr, deszcz ze śniegiem i problemy gotowe.
Odnośnie trawersu Jasla. Głupotą jest realizować dłuższe wyjścia zimowe bez rakiet (tego się nauczylem), w niesprawdzonym towarzystwie (to już wiedziałem) i bez doświadczenia (w toku). Akurat nauka wyniesiona z tamtej akcji mówi: "Dobry zespół jest niezbędny w zimie". Sam wysiłek torowania, noszenia sprzętu etc. sprawia, że solowe przejście zimowe jest ryzykanctwem. O ile w pozostałych porach roku, samotność stanowi dla mnie dpuszczalny margines ryzyka, to zimą nosi ona tylko cechy głupoty. Może mam za mało doświadczenia na solówki zimowe, i za kilka lat dojdę do etapu wyżeraczy. Na razie radzę zimowanie zacząć od łatwych tras pokonywanych w zespole.
http://forum.bieszczady.info.pl/show...?t=2555&page=2 - relacja z trawersu. Można wynieść trochę nauki z naszych błędów.
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=1191 - temat o samotnym wędrowaniu
Ostatnio edytowane przez Ezechiel ; 29-01-2007 o 18:07 Powód: Uzupelnienia
Pozdrawiam z dalekiej północy,
Marcin.
A ja z tego wszystkiego wypije za tych co polegli na posterunku i za tych co zostali w lesnej gluszy i za tych co zeżarli wilcy i niedziwiedzie. Za piekne kobiety i szybkie qady. Wypije za tych odwaznych co ida w las nie zwazajac na nic poswieca sie na kazde ryzyko byle by tylko isc przed siebie dalej i dalej wiciaz i wciaz jak i zaciaz i z ta mysle spuszcze sie do jakies dziury kanalizacyjnej.
[Moderator]: Nie na temat!
Ostatnio edytowane przez Piotr ; 30-01-2007 o 07:28 Powód: Regulamin
dla mnie to jest doswiadczenie ktore wykracza poza wartosci madrosc,glupota.moze zabrzmi to dziwnie ale to jest jakby kwestia religijna.
jesli dopisuje zdrowie i kondycja po prostu ide.czas na nizinach spedzam dosc aktywnie wiec na ogol jestem przygotowany.stopniuje wysilek,pierwszego dnia ide dwie trzy godzinki i biwak.majac juz pewne doswiadczenie w zimowych wycieczkach (np.w zeszlym roku dukla-polany surowiczne-komancza-cisna-lopienka)wiem ile kilogramow moge dzwigac w zaleznosci od grubosci pokrywy snieznej.aklimatyzuje sie,wczuwam w organizm,bywa,ze sie wycofuje-siedze cztery dni w schronisku i sobie spaceruje po okolicy.nie ponosi mnie ambicja zdobywcy,panuje nad soba.
oczywiscie moze zdarzyc sie cos takiego jak skrecenie nogi czy podobna z pozoru nie grozna usterka,ktora w tych warunkach moze zabic..
takie ryzyko istnieje zawsze gdy czlowiek zmaga sie w samotnosci z zywiolem.uwazam,ze arbitralne stwierdzenia,ze cos takiego to madrosc lub glupota sa nie na miejscu.czesto ludzie wyrazaja ten poglad odnosnie wspinaczki,zeglugi czy innych ekstremow,zwykle powody sa dwa:brak poczucia tematu i strach.ja tez sie boje.strach jest potrzebny.samotne wyjscia zimowe to dla mnie gleboki kontakt z natura,z moja natura,z natura w ogole gdzie zanika poczucie "ja".to jest moj rozwoj.nie wyglaszam prawd uniwersalnych.nie uwazam,na przyklad,ze kazdy powinien tak robic.jesli jednak chce przejsc biegun,przeplynac atlantyk,pojsc w himalaje czy bieszczady,rozumiem,czuje.uff ale sie rozpisalem..pozdrawiam serdecznie
Jastrzabku nie wchodzimy na tematy ciutkie eschatologiczne po prostu baw sie dobrzewypije twoje zdrowko i za tych co w afganie zostali.;-)
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)