Miało być z zagadkami. A tu zanim powsadzałem wszystkie zdjęcia do kompa zostałem znokautowany błyskawicznymi ripostami.
Niestety , następne zagadki (które się pojawią w dalszy ciągu) są trudniejsze.
...ale wrócmy do relacji ...
Samotna , można by rzec opuszczona baza w Łopience przyjęja nas swoimi gościnnymi stołami i ławami.
W pełnym komforcie można było usiąść i wyciągnąć puszkę konserwy a następnie przepić ją płynem zamkniętym w aluminowej puszce.
Piszę o tych puszkach bo mam taką manię chodzenia z puszkami. Raz pełnymi a potem pustymi. Wszystkim tłumaczę że na skupie dobrze płacą za puszki i dlatego zabieram opóżnione do swego plecaka.
Obiadowy odpoczynek zakłócały dżwięki pracujących pilarzy. Od czasu wyjścia na szlak nie spotkaliśmy oczywiście nikogo. Tu jednak w tej dolinie rozpoczęły się drzewne żniwa.
Mimo póżnej pory (było już po 15-stej) praca trwała w najlepsze.
Koniec listopada to krótki dzień. Dochodząc do cerkwi mieliśmy świadomość że to już ostatnie światło.
Zdjęcia poniżej jest lepsze niż prawda o zmierzchu.
Boczne dzwi otwarte zapraszają na chwilę modlitwy. Ale tak naprawdę to przebywanie w tym miejscu i o takiej porze jest już modlitwą.
Trudno pytać o sens (ale po co pytać ?)
cdn


Odpowiedz z cytatem