Zmrok dopełnił się. Resztki światła zgasły zanim doszlismy do Spisówki.
Droga jak droga. Pokryta lekko świeżym śniegiem.
Można iść po ciemku.
Z boku dochodzą odgłosy wody skaczącej po kamieniach. Raz bliżej raz dalej.
Takie miejsca , takie sytuacje gdzie nic nie widać wyzwalają w atmosferze nowe , pozytywne relacjeosobowe.
Wtedy można mówić więcej i lepiej.
Można słyszeć więcej i lepiej.
...długie minuty ...długie tup, tup, tup, tup
Nie wiemy gdzie jesteśmy dokładnie. Mija godzina , albo dwie.
Wzmagający się szum wyostrza wzrok.
Przydrożna wiata. Jak bosko można się wyciągnąc na ławie.
Odpalona latarka potwierdza tablicą że są to Sine Wiry
Późne dotarcie do schroniska wpłynęło na to że błogosławiony sen dopadł nas natychmiast
Nastepny dzień wenisażu.
Ranek. Pogoda pozwala na obejrzenie końcówki wczorajszej nocnej marszruty.
Ale nie ma co marudzić. Szable w dłoń i w górę.
Jeśli strzałka mówi że mamy godzinę w górę to i tak potrzeba na to przeznaczyć co najmniej 1,5 godziny.
a dotego szlak plącze sie z drogą zrywkową. Słychac piły . Droga jest używana, a więc rozbabrana do granic niemożliwości.
Wariantujemy aby nie utopic się w błocie.
W nocy spadł lekki śnieżek. Po wyjściu na grań i pożegnaniu dróg można iść spokojnie.
Spokój zakłóciły tylko ślady które weszły na szak.
świeże ślady odciśnięte w świeżym śniegu.
Jedne większe a drugie mniejsze.
I tu jest zagadka numer 2 : KTO ZOSTAWIŁ TE ŚLADY ?
cdn


Odpowiedz z cytatem