Z tym akurat wnioskiem to bym mocno polemizował. Strach przed wilkami jest zakorzeniony od setek lat. Przed wojną autochtoni też się ich bali, opowiadali niestworzone historie produkując mity, podsycali atmosferę. Być może bardziej się ich bali niż obecni "autochtoni". Na ogół był to lud prosty i mocno zabobonny a wilk pasował jak ulał do wszelkiego rodzaju bajdurzenia i straszenia dzieci, które straszyły swoje dzieci, itp., itd. Analogiczną sytuację macie ze żmijami - gdzie zwłaszcza na łemkowszczyźnie strach przed wszystkim co pełza był zakorzeniony do granic absurdu - i tu akurat pamiętam szczególną zawziętość w ich zwalczaniu u ludzi, którzy z pokolenia na pokolenie żyli tu już na długo przed ową tuż-powojenną zawieruchą. Obojętne czy żmija, czy zaskroniec czy padalec - recepta była jedna: zabić.
Pod tym względem nic nie zmieniło się od wieków. Nie ważne żmija, zaskroniec czy padaleć ubić. Mam tylko pewne wątpliwości jeżeli chodzi o stosunek Pogórzan i Dolinian do gadów. Moja mama opowiadała mi, że w okolicy Bezmiechowej i Olszanicy zabijanie gadów było może nie zabronione ale źle widziane. Ponoć zabicie gada przynosiła nieszczęście. Teraz ludzie już o tym nie pamiętają. Miejscowi czy osadnicy tłuką je niemiłosiernie.
Hm, nieco dziwne mi się to powyższe uogólnienie wydaje:
Reinfuss opisuje szacunek Łemków do 'węża domowego' - zaskrońca,
co w jamce pod piecem (czasem wespół z drobniejszymi zwierzętami gospodarskimi) miał pomieszkiwać
i nawet pić mleko z jednej miseczki z ludzkimi dziećmi.
Serdeczności,
Kuba
cały czas mowiłem o zabobonach i ciemnocie mas ery chrzescijansko-katolickiej a ty Derty wyjeżdzasz o Renesansie elit. Ludzie nie postanowili trwać w niewiedzy,byli cześcią epok niewiedzy i wiedzy ograniczajacej sie do zabobonow ludowych i kazań z ambony.Nurt wiedzy i nurt ciemnoty rzadko się przenikają,gdyz myślenie sprawia trudność. Elity palono na stosach. Zabobon jrest trwały gdyż kryje sie w atawiźmie. I na tym dosyć. Popełniasz błędy w logice historycznej,pardon,muszę to rzec. I kończmy na tym,bo zabrniemy do teologii a ta jest przelewaniem z pustego w prózne. Nie chcę grzęznąć w temacie wilk a sprawa polska czy wilk a sprawa zabobonów atawistycznych. Pozdrawiam.
Niekoniecznie dziwne. Nieco bardziej ostrożnie patrzyłbym na temat jak choćby powyższy. Toć właśnie Reinfuss nieco zbyt uogólnia, co w jego pracy - choćby "Śladami Łemków", którą przywołujesz jest uzasadnione, ale nie znaczy że należy to koniecznie jednoznacznie traktować. Wszak Reinfuss o Łemkach pisał - my tu pisując na forum raczej nie stawiajmy znaku równości pomiędzy Łemkami a łemkowszczyzną i wtedy stanie się jasne, dlaczego pozwoliłem sobie na powyższe uogólnienie. Łemkowszczyzna (jako region) to także inne narodowości a w dziejach powojennych np. niemała liczba Polaków. Sądzę że o ile szacunek do zaskrońca wśród samych Łemków (lub dużej części) był kultywowany, to później się to zatracało - kto z kim przestaje taki się staje, lokalne "zwyczaje" przejmowali także inni. W polskich domach wiele jest zwyczajów przejętych bezpośrednio z łemkowskich, czasem potem dopasowywanych/zniekształcanych na własne potrzeby. Ponieważ piszę o czasach znacznie późniejszych (z racji choćby wieku) - te akurat doskonale pamiętam jako w tym względzie takie, gdzie tłukło się wszystko co pełza a zwłaszcza co pełza z "zaskoczenia" przy sianie, żniwach, na polu, na drodze - gdzie nie każdy raz że miał czas by się zastanawiać co to akurat wylazło spod siana (zaskoniec li to, czy może nie zaskroniec - kurde gdzie mi się klucz do oznaczania gadów i płazów podział...) , toteż tłukł widłami "bez łeb" zanim pomyślał, a dwa że nie każdy choćby chciał zaskrońca od innych odróżnić potrafił. I tłukli ze zwykłego strachu, dla zasady również i z przyzwyczajenia. Tenże sam zaskroniec mógł mieszkać pod stodołą czy przy szopie i nikt go nie ruszał.
Zatem przywołując Reinfussa, brałbym pod uwagę że pisze on o Łemkach, nie za bardzo zwracając uwagę na pozostałe narodowości i to jest akurat zrozumiałe - ale niekoniecznie jedynie słuszne jeśli popatrzymy na łemkowszczyznę jako region a nie tylko jedną grupę etniczną.
Czasem zwykłe/proste/banalne rzeczy uciekają uwadze, gdy za bardzo chcemy podchodzić do wszystkiego naukowo, że znowu przywołam Reinfussa, który zaniku wyjątkowo barwnego łemkowskiego stroju kobiecego, zakładanego na msze w cerkwi w Komańczy do 1961 (śmierć Kaleniuka i co za tym idzie odebranie cerkwi, "konieczność" chodzenia do kościoła) dopatruje się w wyśmiewaniu łemkowskich kobiet przez Polki. Pisząc w ten dosłownie sposób i na tym myśl swą kończąc, sugeruje profesor jednoznacznie niemal, tło narodowościowe, zapominając o zwykłej prozie życia.
Szanownemu Jacob: cicer cum caule i sofistyka w szkolnym wydaniu.
http://www.wilk.pentex.pl/archiwum/2003-04-12.php
Pamiętam, jaka panika wybuchła w pobliżu Poznania, w 1978 chyba, gdy w czymś, co nazywa się szumnie "Puszcza Zielonka", po drodze na Wawkę, tuż za rogatkami miasta, pojawił się wilk (słownie : jeden). No w pobliskiej Kobylnicy bano się dzieciaki słać do szkół. Pozdro.
Ostatnio edytowane przez chris ; 23-06-2007 o 16:00
Polecam znawcy szaleju historyczną,na poczatek,analizę groźnego ostrzezenia o "wilkach w owczarni",no,kolego,gdzie to napisano i co z tego wynikało przez setki lat ,w dzialalnosci specjalistów od palenia ludzi?
czigodnemu Derty do przypisku "cała władza w ręce Rat" dodam: wiedza na raty jest starej daty!
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)