...nie tak źle bo i miejscowi zaczynają brać sprawę w swoje ręce... wczoraj przed snem słyszałem ujadanie kundli we wsi na dole... po jakimś czasie, już bliżej lasu huk... coś jakby niezła wojskowa "petarda"... a dziś po południu wczorajszy trop dwóch wilców, schodzący z lasu nad Szybenicą prosto do wsi, gdzie szczekały miejscowe łancuchowce... Jak mi zaczną tak huczeć bliżej chałupy to sam się wezme za wyhodowanie jakiejś groźnej hybrydy (np. wkurwozaura), coby sobie dała redę z miejscowymi kłusolami... całe szczęscie po wnikliwej analizie okolicznych widoków pomiędzy karkiem a podłogą, nie znalazłem żednej farby... wstrzymuję się więc z badaniami nad potworem...jeszcze