Dadzą czy nie?
Wieczorem 16 września wilki zaatakowały stado krów w Jureczkowej. - Krowy z pastwiska wpadły spłoszone między zabudowania - opowiada Barbara Szewczyk. - Zapędziliśmy je z powrotem. Policzyliśmy. Były wszystkie.
Rano następnego dnia okazało się, że jedna z krów nie żyje. Miała ranę szarpaną wymienia i przeciętą tętnicę na podbrzuszu. Wykrwawiła się przez noc. - To była bardzo dobra krowa, 10-letnia. Wtedy była cielna. Liczyliśmy, że zostawimy sobie jałówkę od niej, a ją sprzedamy.
Rolnicy zgłosili stratę krowy wskutek ataku wilków do Państwowej Straży Łowieckiej. Przyjechała czteroosobowa komisja. - Obejrzeli zdechłą krowę, obfotografowali ją - relacjonuje hodowczyni. - Powiedzieli, że gdyby pół krowy było zjedzone, to nie byłoby żadnego problemu. Ale w takim wypadku to nie wiemy, co będzie. Do miesiąca mieliśmy czekać na decyzję.
Choć od ataku wilków mijają dwa miesiące, żadnego rozstrzygnięcia...
(więcej ,,Gazeta Bieszczadzka" 23)