Nie taki wilk straszny..... jak go malują
Nie taki wilk straszny..... jak go malują
https://bieszczady.guide- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!
Znowu zadrżałem ze strachu:
Niestety w necie jest tylko zwiastun,ale może ktoś kupuje w realu tą gazetę,może wklei całość...Dadzą czy nie?
Wieczorem 16 września wilki zaatakowały stado krów w Jureczkowej. - Krowy z pastwiska wpadły spłoszone między zabudowania - opowiada Barbara Szewczyk. - Zapędziliśmy je z powrotem. Policzyliśmy. Były wszystkie.
Rano następnego dnia okazało się, że jedna z krów nie żyje. Miała ranę szarpaną wymienia i przeciętą tętnicę na podbrzuszu. Wykrwawiła się przez noc. - To była bardzo dobra krowa, 10-letnia. Wtedy była cielna. Liczyliśmy, że zostawimy sobie jałówkę od niej, a ją sprzedamy.
Rolnicy zgłosili stratę krowy wskutek ataku wilków do Państwowej Straży Łowieckiej. Przyjechała czteroosobowa komisja. - Obejrzeli zdechłą krowę, obfotografowali ją - relacjonuje hodowczyni. - Powiedzieli, że gdyby pół krowy było zjedzone, to nie byłoby żadnego problemu. Ale w takim wypadku to nie wiemy, co będzie. Do miesiąca mieliśmy czekać na decyzję.
Choć od ataku wilków mijają dwa miesiące, żadnego rozstrzygnięcia...
(więcej ,,Gazeta Bieszczadzka" 23)
Pozdrav
Kupuję, przeczytałam ale nie zwróciłam uwagi na ten tekst. Borys niestety też 'czytał". Postaram się zdobyć drugi egzemplarz o ile 23 to ostatni. Nie umiem jednak wklejać. Skaneru też nie mam. Mogę Ci wysła.
Fajny tekst jest u Stacha na www.bieszczady.pl. Troszeczkę związany z wilkami.
"Nie wiadomo, czy Szeczykowie notrzymają jakieś odszkodowanie za utraconą krowę czy nie dostaną nic i swoich racji będą musieli dochodzić w sądzie.
-To nie nasza wina, że wilki nie zjadłycałej krowy ani przynajmniej połowy. to nie zmieniłoby wielkości naszej straty. krowa i tak by nie żyła.
Szewczykowie hodują 10 krów mleczno-mięsnej rasy simental. Z tego praktycznie zyja. Od jednej krowy uzyskują rocznie ok. 3000 litrów mleka.
- Musimy jak najszybciej w miejsce krowy zabitej przez wilki kupić następną, bo musimy się wywiązać z przyznanej kwoty mleznej. Taka krowa kosztuje przynajmniek 5-6 tysięcy zł. gdybyśmy dostali odszkodowanie , moglibyśmy nasze stado uzupełnić.
Przepisałam Ci tekst prawie wiernie. Jedno mnie zastanawia jako miłośnika zwierząt i osobę wychowaną i żyjącą na wsi. Jak jest to możliwe, że nikt nie zauważył iż zwierze jest tak poważnie zranione. Przecież krowa musiała potwornie krwawić. Mówiąc wprost ja bym tych ludzi oskarżyła o znęcanie się nad zwierzętami. To d... a nie rolnicy tak się u nas o takich ludziach mówi.
Klacz z rzędem temu kto ustrzeli w pojedynkę zdrowego wilka.![]()
Coś na ząb dyskusji
BIESZCZADY
20 grudnia 2006 - 15:58
Dostaje sms-y od wilków
Doktor Wojciech Śmietana najpewniej jako pierwszy naukowiec na świecie "porozumiewa się” z wilkami za pomocą przerobionych telefonów komórkowych. Kiedy wpadną w pułapkę, dostaje od nich sms-a.
- Kiedyś musiałem co godzinę wstawać w nocy i włączać nadajnik, by sprawdzić, czy jakiś wilk nie złapał się w zastawioną przeze mnie pułapkę - opowiada. - Teraz spokojnie śpię, a jeśli zwierzę rzeczywiście złapało się, automatycznie dostaję sms-a. Jakim sposobem? Przy pułapkach są zainstalowane przerobione komórki i to one mnie informują.
Metodą Wojciecha Śmietany zainteresował się Plus GSM. W najbliższym czasie w Bieszczadach zostanie przetestowany prototyp sterownika do monitorowania wilczych pułapek.
- Będzie on wysyłał m.in. informacje o stanie baterii, a jeśli jakieś zwierzę podobnych rozmiarów złapie się, błyskawicznie zadzwoni mój telefon i będę mógł jechać je uwolnić. Tego chyba nie robi jeszcze nikt na świecie!
Śmietana bada bieszczadzkie wilki od 1991 r. Dotąd do namierzania drapieżników używał zwykłych nadajników radiowych. W tym roku zaczął się posługiwać nowocześniejszą technologią GPS/GSM, która daje większe możliwości lokalizacji zwierzęcia, z dokładnością do 6 metrów.
- 500-gramową obrożę telemetryczną wilk nosi przez rok, potem rozrywa ją umieszczony wewnątrz niewielki ładunek, bez szkody dla zwierzęcia - tłumaczy.
Za projekt "Wykorzystanie telemetrii GPS/GSM w badaniach wilka w Bieszczadach” Śmietana otrzymał nagrodę w konkursie Przedsiębiorstwo Plus Technologia (10 tys. zł, statuetka, dyplom). Tą metodą posługują się nieliczni naukowcy w USA, Kanadzie, Szwecji, Finlandii i Hiszpanii. W Polsce robi to tylko Instytut Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, którego dr Śmietana jest pracownikiem.
Krzysztof Potaczała
k.potaczala@gcnowiny.pl
Zobacz wizytówkę autora.
Pozdrav
Wiadomość dla Tych, którzy uważają, że w Bieszczadach wilków jest "w sam raz" albo wręcz za mało.
Zawsze mi się wydawało, że w przyrodzie powinna panować jakaś sensowna równowaga, a rolą człowieka są również działania, lub próby działań, na rzecz przywrócenia tej równowagi.
Tegoroczne fakty z Wetliny:
1) Na początku grudnia Pani Kazi (żona leśniczego Fursa, jest jego galeria zdjęć na bieszczady.pl) sympatyczny wilk "wziął" z samego obejścia - w pobliżu kilka domów, obejście ogrodzone solidną "leśną" siatką - najukochańszego kundelka.
Komentarzy bezpośrednich Pani Kazi na temat tego wilka i całej bieszczadzkiej populacji, z uwagi na dzieci przeglądające Forum, niestety nie mogę przytoczyć.
Warty jest zacytowania jej komentarz "zdrowotny" - "on (piesek) życie od zawału mi uratował, bez przerwy na spacery mnie ciągnął".
2) Rzecz się działa w niedzielę 10. grudnia, ok. godz. 20.00, w znanej kawiarni "Stare Sioło - według relacji Aleksego.
"Siedzę w kawiarni sam, robię jakieś papiery, żadnego gościa. Z godzinę temu wyszedł znajomy, który przychodził zazwyczaj z pieskiem. Piesek czasami "wpadał" do kawiarni szukając właściciela.
Nagle słyszę w przedsionku łomot i jakiś skowyt. Nie zareagowałem, myśląc, że to jakiś pies użera się z kotami. Po chwili znowu skowyt, więc postanowiłem wyjść i zrobić porządek z towarzystwem. Wychodzę - a tu na placu przed kawiarnią widzę uciekającego wilka, ciągnącego psa, przebiegł przez szosę i dalej w kierunku cmentarza". Koniec historii.
Nie interesuję się szczegółowo tematem, ale wydaje mi się, że gdzieś czytałem - w Bieszczadach populacja wilków liczy sobie:
- wg ekologów - ok. 150 szt
- wg leśników - ok. 450 szt
Pytanie do fachowców - ile sobie liczy szacunkowa populacja wilków w takich maleńkich, bezleśnych i bez gór kraikach jak:
- Norwegia
- Francja
pozdrawiam
Jedyny Pulpicie na Forum :),
Ja wiem, że to spec prowokacja, bo duch zamiera na Forum. Ale dam się podpuścić.
Kilka słów własnych przemyśleń o porównaniu Norwegii i Francji do Polski i o problemie wilców. Te dwa kraje po pierwsze mają takie usytuowanie na kontynencie, że odtwarzanie populacji dużych drapieżników jest tam utrudnione, a nawet czasem niemożliwe. Napór ludzkich osiedli na takie 'dzikie' tereny, jak np Masyw Centralny doprowadził już wieki temu do całkowitej rozprawy nie tylko z wilkami, ale i z tamtejszymi lasami. W Norwegii choć lasy się ostały. Polska ma to szczęście, że łączy się po Łuku Karpat z dzikimi jeszcze obszarami Ukrainy i Rumunii. Ukraina w ogóle jest słabą granicą dloa wilków, bo i gęstość zaludnienia tam niska - niższa niż w Polsce. Więc wilki migrują tu częściej choć już tam dostają tęgie baty od wyposzczonego ludu.
Co do ludzkiego stosunku do wilców. Mechanizm myślenia zazwyczaj jest następujący - wilki żyją w kniei, mało kto o nich wie, mało kto je widzi. Człowiek wkracza w knieje i zaczyna 'regulować' oraz zamieniać lasy w łąki - wilki uczą się, że zamiast kniei mają teraz wypaśne zasoby mięcha na łąkach. W tym momencie pojawia się konflikt, w którym naturalną chęć zaspokajania głodu przez stwory wilcze przeciwnicy tego gatunku ukazują w sposób przesadny, żeby nie powiedzieć, że śmieszny. Czemu właściciel kundli podwórkowych nie każą strzelać do kierowców za przejechane zwierzaki? To im nie przeszkadza? Nie przeszkadza im, że zachlany sąsiad rwący po osi szosą swoim Maluchem może za chwilę zabić kogoś z ich rodziny? Sami za chwilę wsiądą po kielichu do swej bryki i będą groźniejszymi mordercami niż cała wataha wilków w okolicy. I nie krowy będą rozjeżdżać;> Radziłbym wpierw tym ludziom zastanowić się nad własną wrogością do wilka. Nad swoimi uprzedzeniami, które są wynikiem wiary w powtarzane bez końca brednie o krwiożerczych bestiach. Całe tomy napisano o preferencjach pokarmowych, strategiach łowieckich wilków, relacji wilków do ludzi i ludzi do wilków. Ta ostatnia jakże często jest podszyta zwyczajnym strachem. Zupełnie bezzasadnym, bo więcej ludzi ukatrupiły w ostatnim wieku rotwailery niż wilki i lwy razem wzięte:) Krogulec, który potrafi wprost spod nóg gospodarza porwać śliczne kaczątko, też jest wredny i chłopi od wieków tępią te pożyteczne ptaki. Ale w tym jest tylko taka tępa zawziętość bez nienawiści. Co innego z wilkami - te dałyby radę każdemu chłopu - stąd wściekłość i nienawiść podszyte strachem są tak wielkie. Nie słucham opowieści z knajp, bo wiem, że za chwilę ci wszyscy pijani goście pójdą rozjeżdżać swych sąsiadów, bić swoje dzieci i żony. Wpierw radziłbym im zastanowić się nad sobą, a nie nad problemem wilka.
Co do ocen gęstości populacji - leśnicy to lobby myśliwych. A dokładniej - myśliwi mają obowiązek zliczania żywiny w swojej dziedzinie. Podejrzewam, że obowiazuje w tym środowisku zasada: zróbmy tego więcej, to łatwiej będzie w razie czego pozwoleństwo na odstrzał dostać. 'Ekolodzy' od lat prowadzą staranne badania migracji wilków, używają do tego telemetrii i innych dziwnych sztuczek. Pochodzących z krajów, gdzie na oko to nic się nie robi, nawet nie umiera... Mam wierzyć w liczenie wilków w wykonaniu leśnika, metodą 'na oko', który wilka widział dwa razy w życiu? Bo nie ma czasu go tropić, a raczej siedzi przy sągach drewna i kwituje WZ-ki i WOD-y?
Moim zdaniem w sprawie wilków po pierwsze trzeba obiektywizmu, a po drugie trzeba sobie umieć powiedzieć, że nie czuje się do nich nienawiści. Wtedy można już dyskutować, jak się przed nimi bronić, gdy zajdzie potrzeba.
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Szanowny Pulpicie polecam Ci książeczkę "Rola wilka w lasach" Sabiny Nowak i Roberta Mysłajeka wydaną przez Stowarzyszenie dla Natury Wilk. Wyjątkowo ciekawa publikacja. Książeczkę ofiarowali mi leśnicy. Sądzę, że w którymś bieszczadzkim nadleśnictwie ją dostaniesz.
Hej:)
Jeszcze zapomniałem dodać: nie uważam akurat właścicieli knajp (np w St. Siole) za pijaków:P Pisałem raczej ogólnie o pewnym mechanizmie szerzenia nienawistnych mitologii...
Co do pytania o liczebność - mniej więcej jest tak: Francja - 55- 70, Norwegia <20. Ale to nie powód do rozprawy z naszymi wilkami.
Tu skrót z pewnego portaliku wilczego o wielkiej akcji odwilczania właśnie Norwegii:
"...W czasie polowań do pewnego momentu norwescy ekoaktywiści starali się ratować wilki krażąc po terenie polowań, by odstraszyć drapieżniki i utrudnić myśliwym dokonanie masakry. Niesetety - w pewnym momencie przedstawiciele lobby hodowców zaczęli niszczyć im namioty, sprzęt, a sami aktywiści zostali pobici. Czworo z tych, którzy dokonali dewastacji obozu aktywistów stanęło już przed sądem - wszyscy pozwani w momencie ataku byli pod wpływem alkoholu. Sąd w czasie procesu potraktował owo upojenie jako okoliczność łagodzącą. W internecie pojawiło się retoryczne pytanie: czyżby te same czyny po pijaku były mniej niebezpieczne?
Polecam to szczególnie poczytać, żeby unaocznić skalę zapiekłej nienawiści farmerów do wilków, przenoszonej nawet na ludzi wyrażających odmienne poglądy. I ten alkohol...
Jako ciwekawostkę podam fakt, że we Włoszech mają około 700 wilców i jakoś sobie z nimi radzą. Nie gorzeją tam krwawe konflikty, nie tłucze się wilkofilów.
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Aktualnie 2 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 2 gości)