Parę lat temu, nie tak dawno:
pewna grupa "zielonych" (odwalają sporo dobrej roboty, ale zbyt często...)
postanowiła URATOWAĆ pewien gatunek endemicznej rośliny rosnącej na łące
niedaleko świeżo zadomowionych bobrów, dopiero co sprowadzonych.
Postanowiono WYKOSIĆ łąkę, aby umożliwić roślince dalszy rozrost, bo zagrożona! Sprowadzono telewizję. Pobliski leśniczy, gdy się o tem zwiedział,
przerażony, że przestraszą bobry, czekał z...flintą od świtu na przyjezdnych.
Gdy przyjechali, usłyszeli: "Ta roślina rośnie tu, bez koszenia łąk, od kiedy pamiętam". Zakończył, siedząc sobie wygodnie z flintą w rękach.
Gdy ekipa zaczęła powoli organizować się "do akcji", On wyrzekł: "może nie trafię". Tylko tyle powiedział. Znam Go i wiem, że minę musiał mieć "czytelną".
Cała ekipa odpuściła, telewizja nie filmowała.
Łąki nigdy nikt nie skosił, a roślina rośnie sobie dalej.
Pozdrawiam.