1/ Lucyno: to co mógłbym Ci odpowiedzieć napisał już Juraj, nie będę więc dublować.
Dodam, że jestem przeciwnikiem hormonalnej ingerencji w przyrodę.
U gatunku ludzkiego, zabawa z hormonami (jakże często pożyteczna, ratująca zdrowie, czasem życie) niesie ze sobą b.poważne skutki uboczne.

2/ Juraj: Twój "prastary instynkt mordu" zamieniłbym na "zabijanie zwierząt
dla zaspokojenia głodu", i tylko tyle. Przypomnę. Np. Indianie (Am.Półn.) polując na bizony
zapewniali sobie przeżycie srogiej zimy. Nigdy nie zabijali dla samej przyjemności polowania.
Czcili zwierzęta, bo te "pozwalały" przeżyć. Itd.

Dlaczego wysadzacie myśliwych w powietrze? Daleki jestem od obrony myśliwych (flint-manów), sami się obronią, ale znam różnych: od pasjonatów lasu w najszerszym tego słowa znaczeniu, po doktorków wojskowych, którzy muszą "powalić" do zwierzaka, bo do człowieka nie mogą. Przynajmniej w Polsce. Tu jest różnica. We wszystkim, tak i tutaj nie chcę używać wspólnego mianownika.
KAŻDE lobby manipuluje argumentami, dla własnych korzyści. Bez wyjątków.

Starając się łagodzić skutki pędu cywilizacyjnego nie popadajmy w skrajności.
Ani w euforię, bo oto mamy, świetny, ale drogi sposób. Moim zdaniem jest bardziej okrutny niż tradycyjny. Zastrzelone zwierzę pada, leje się krew, itp.
Jest jatka. A "naukowe-biologiczne" metody? Ich nie widać, krew nie bryzga na lewo i prawo.
I to takie humanitarne. A skutki uboczne, o których pisałem? Macie ogólną wiedzę na ten temat? Ja, w przypadku zwierzaków - nie, chociaż próbowałem doinformować się. Albo za słabo, albo...Lobby za słabo informuje.

Nadal twierdzę, że strzelanie do wilka nie różni się od strzelania do jelenia czy dzikiej kaczki, poza kalibrem i rodzajem amunicji.
Nie zmienia to faktu, że dla mnie wilk nie jest zagrożeniem, prędzej żmija,
którą mogę niechcący przydepnąć.

Pozdrawiam